XV zlot (7-9.06.13)

Potrzeba dyskusji na temat Listy jest tak silna, że łamy Forum to za mało — od czasu do czasu spotykamy się także na Zlotach.

Moderator: ku3a

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1885
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: wwas » śr cze 19, 2013 11:33 pm

Optymalna droga na zewnątrz budynku dworca prowadziła schodami ruchomymi, a potem jeszcze w paru miejscach zwykłymi – przynajmniej dla większości z nas, bo na przykład rower Llucky’ego preferował nieco inną. W związku z tym musieliśmy się na chwilę rozdzielić. Punkt spotkania wyznaczyliśmy pod charakterystyczny hotelem, który jednak nie chciał wpisać się w atmosferę zlotu, ponieważ jakiś czas temu przestał się nazywać Forum. Mimo chwilowego barku przewodnika, udało się nam tam dotrzeć bez problemu, kajman zaś udzielił jeszcze po drodze wywiadu, na tematy, o dziwo, architektoniczne (nie wiadomo tylko za bardzo komu…)

Co prawda nie wszyscy byli zapaleni do pomysłu, by kontynuować zlotową tradycję i dalszą drogę na Myśliwiecką odbyć piechotą, jednak adameria dał się w końcu spacyfikować, a jollyrogera72 ujął darek49, który zaoferował się nieść jego torbę. Debiutujący w nowej roli przewodnik wysunął się na czoło pochodu, majestatycznie prowadząc rower, który okazał się nad wyraz przydatnym wózkiem bagażowym, mieszcząc na sobie pokaźny stos pakunków.

Częścią tradycji jest również, by trasa pochodu nie pokrywała się z żadną spośród pokonywanych podczas poprzednich zlotów. Dlatego też tym razem słynną palmę na rondzie De Gaulle’a ominęliśmy z daleka, kierując się najpierw Marszałkowską, a później odbijając w lewo Hożą. Moment zawahania przeżyliśmy na rogu Wiejskiej i Prusa. Co prawda decyzja, przed którą staliśmy, nie była najwyższej wagi, skoro tak naprawdę wszystkie drogi prowadzą na Myśliwiecką (przynajmniej stamtąd) – chodziło więc głównie o podziwiane po drodze widoki. Schody w parku Rydza-Śmigłego, na które zaprowadziłaby nas trasa w lewo, są naprawdę bardzo malownicze, jednak Llucky’ego nie napawało to entuzjazmem i na przekór zarządził skręt w prawo, gdzie zresztą też nie zabrakło atrakcji, takich jak minięcie samochodu prowadzonego przez Jacka Fedorowicza, czy też widoczne przygotowania do wieczornego koncertu w ogrodzie należącym do ASP, które skłoniły kajmana do podzielenia się wrażeniami z ostatniej podróży pociągiem – spędził ją ze współpasażerem, który przedstawił się jako Nagły Atak Spawacza.

Do celu dotarliśmy ponad czterdzieści minut przed godziną rozpoczęcia listy. W oszklonym holu nikt jeszcze na nas nie czekał. Ponieważ zaś pogoda była ładna, a my nie tak jeszcze zniedołężniali, byśmy nie mogli przez chwilę postać zamiast siedzieć, zdecydowaliśmy poczekać na zewnątrz i wypatrywać resztę ekipy. Szczególnie gorąco wyczekiwani byli Yacy i Martyrka, a konkretniej ich samochód, z którym większość z nas wiązała duże nadzieje w kwestii bagaży. Czas oczekiwania umilał na ku3a, puszczając w obieg wydruk z najnowszym notowaniem, na razie tym forumowym, które jednak wystarczyło by wzbudzić emocje tym, którzy go jeszcze nie znali (ja akurat zdążyłem zobaczyć przed wyjściem z pracy) – zwłaszcza dotyczyło to miejsca 2. Kajman i adameria różnili się w swoich prognozach – ten drugi uważał, że już wkrótce Daft Punk pojawi się na szczycie i to zarówno na LP3, jak i na forum. Zakład (o piwo lub ekwiwalent w innych napojach) został przyjęty i oficjalnie zatwierdzony przez ku3ę.

W końcu, nieco później, niż się spodziewaliśmy (o co potem zgodnie obwiniali GPS, który poprowadził ich jakąś niestandardową trasą), przybysze z Elbląga pojawili się, machając do nas energicznie z okien samochodu. Drobny problem dotyczył parkowania – po przeciwnej stronie, gdzie zwykle zatrzymywali się zmotoryzowani zlotowicze, tym razem wszystkie miejsca były zajęte (później skojarzyliśmy, że miało to związek z ważnym meczem siatkówki, który odbywał się na Torwarze). Nie zrażając się, Yacy zaparkował więc po naszej stronie, na jednym z czterech miejsc tuż przed samym wejściem. Wisząca tam tabliczka informowała: „Tylko dla gości Polskiego Radia”, który to warunek, był, jak się wydaje, spełniony idealnie.

Samochód był co prawda nieco większy od mojego, jednak różnica nie była aż tak duża, jak można było mieć nadzieję. Na chwilę pojawiły się obawy, czy rzeczywiście wszystkie liczne pakunki zdołają się pomieścić w środku. Rozwiały się jednak dość szybko, kiedy na placu boju jako jedyny pozostał plecak kajmana. Okazało się, że wszystko inne nie tylko elegancko się mieści, ale nawet zostało jedno wolne miejsce, z którego z chęcią skorzystał Leszek (wiedział, w którym momencie się pojawić).

Przyczyna pozostawienia kajmanowego plecaka kajmana była bardzo niebanalna i nie miała nic wspólnego z brakiem miejsca – chodziło o niezwykłą zawartość, która miała być potrzebna w środku w studiu. Otóż opowiedział kajman, jak jego biblioteka postanowiła się pozbyć ostatnio 1500 książek – nie mógł pogodzić się z tym, że takie perełki jak Bahdaj albo Niziurski pójdą na przemiał, dlatego też stos książek (co prawda trochę mniej niż 1500, ale tylko trochę) przywiózł ze sobą i zamierzał obdarować nimi Tadeusza.

kajman
Posty: 41314
Rejestracja: pt wrz 22, 2006 9:00 pm
Lokalizacja: toruń

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: kajman » sob cze 22, 2013 4:59 pm

Relacja jak zwykle świetna i czekam na dalszy ciąg. :D

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1885
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: wwas » sob cze 22, 2013 11:44 pm

Proszę bardzo (skoro popędzasz :)):

Zanim weszliśmy do studia, ku3a zatrzymał nas jeszcze na chwilę, by przekazać smutną wiadomość: tym razem Balonik miał nas już całkiem dość i nie zamierzał dopuszczać do mikrofonu, z wyjątkiem jednej wybranej osoby. W tej sytuacji nie pozostawało nam nic innego niż zdecydować, któż mógłby być ową osobą i reprezentować na antenie całą resztę. Oczywiście odpowiedzialność spoczywająca na takim przedstawicielu byłaby ogromna, dlatego kiedy ku3a zapytał, czy ktoś byłby chętny, zamiast spodziewanego lasu rąk, odpowiedziała mu cisza. W zasadzie mógłby to być wystarczający argument uzasadniający naszą dzisiejszą nieobecność w eterze, ale jednak nie – nie można było dopuścić, żeby nasz zlot minął tym razem bez śladu. Dlatego też ku3a zdecydował, że tę jedną osobę wybierzemy siłą.

Pierwsza tura głosowania nie przyniosła rozstrzygnięcia – równą liczbę wskazań otrzymali djjack, Yacy i Llucky. Kajman szczęśliwie mógł odetchnąć z ulgą, chociaż od niebezpieczeństwa dzielił go tylko jeden głos. W drugiej turze tak naprawdę liczyli się tylko dwaj Jackowie. Niestety, mimo usilnych starań Martyrki, aby uchronić męża, matematyka okazała się bezlitosna. Nowo wybrany reprezentant mógł już zacząć przygotowywać się do nowej roli.

Teraz kiedy wszystko było jasne, mogliśmy wreszcie wejść do środka. Tym razem strażnikowi wystarczyły nasze nazwiska, nie musiałem więc udawać, że mam coś takiego jak dowód osobisty. Kawałem dalej czekał na mnie jednak drugi, o wiele groźniejszy strażnik, który wbijał swoje nieruchome spojrzenie prosto we mnie i dumnie prezentował wszystkie swoje pióra, a czynił to tak wymownie, że tylko roztaczająca się wokół silna woń czekolady pozwalała uwierzyć w ich prawdziwą naturę. Przez moment poczułem nieodpartą chęć odłamania i wzięcia do ust koniuszka dzioba – powstrzymałem się naprawdę z największym trudem. Na pocieszenie mogłem poczęstować się smakołykami oferowanymi przez Helen – były to świeże truskawki i makowiec (choć co prawda tym razem nie wyglądał on na upieczony własnoręcznie).

Pierwszy po wejściu na piętro element każdej wizyty na Myśliwieckiej, czyli analizowanie rozpiski z wynikami dzisiejszego notowania, tym razem był pozbawiony znacznej części ładunku emocjonalnego – odpadało gorączkowe zastanawianie się, co zapowiedzieć i pobijanie rekordów szybkości, tak aby wyprzedzić innych zainteresowanych tym samym utworem (dopiero później, zachęcony przez darka49 wdałem się w rozważania, co by było, gdybym dostał szansę; po namyśle stwierdziłem, że jednak Wilson był trochę zbyt niebezpiecznie blisko początku, za to zachęcająco prezentowała się Dido na miejscu 15 – nie ma jak krótkie tytuły). Pozostawało przyglądanie się z niedowierzaniem skokom wykonanym przez Nohavicę (wiadomo było, że pójdzie do góry, ale żeby od razu na pierwsze?) i T.Love (kto by się spodziewał…) i komentowanie nieszczytowej jednak pozycji Daft Punk, co oddalało na razie kajmana od przegranej w zakładzie. W moim wypadku dochodził jeszcze stały punkt programu, pt. „liczenie punktów w Znawcy” – tym razem proces liczenia przebiegał z dużymi oporami, liczba punktów w ogóle nie chciała się zgodzić i zanim zdołałem ogarnąć w pełni rozmiary swojej klęski, kilka razy musiałem zaczynać od początku.

Kiedy skończyłem, pozostała mi już tylko ostatnia podczas tego wieczoru nieprzyjemna rzecz do zrobienia, mianowicie – przekazać Rodzicom, że tym razem nie usłyszą mnie w radiu i w związku z tym nie muszą trudzić się włączaniem radia. Do Babci wiadomości nie wysłałem – zapowiedziała mi zawczasu, że akurat w tym samym czasie w którejś ze stacji telewizyjnych będzie transmitowany konkurs młodych tancerzy i nie wyobraża sobie, żeby mogła go nie obejrzeć (co prawda od razu wspomniałem jej o opcji „co innego widzisz, co innego słyszysz”, ale chyba rzeczywiście lepiej się ona stosuje do wydarzeń sportowych niż konkursów tanecznych). Dopiero później dowiedziałem się, że jednak włączyła radio (okazało się, że pomyliła datę konkursu) i przez dłuższy czas z wielkim poświęceniem nasłuchiwała, czy się pojawię.


ku3a
Posty: 18758
Rejestracja: czw lis 10, 2005 8:32 pm
Lokalizacja: 872, 1186

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: ku3a » ndz cze 23, 2013 12:32 am

wwas pisze:ku3a zatrzymał nas jeszcze na chwilę, by przekazać smutną wiadomość: tym razem Balonik miał nas już całkiem dość
żeby była jasność - nic takiego nie powiedziałem.

Awatar użytkownika
konwicki1980
Posty: 3050
Rejestracja: czw wrz 02, 2010 7:55 pm
Lokalizacja: Toruń
Kontakt:

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: konwicki1980 » ndz cze 23, 2013 12:36 am

ku3a pisze:
wwas pisze:ku3a zatrzymał nas jeszcze na chwilę, by przekazać smutną wiadomość: tym razem Balonik miał nas już całkiem dość
żeby była jasność - nic takiego nie powiedziałem.
Wprawdzie nie było mnie w studiu, ale bezbłędnie wyczułem, że tylko licentia poeticaWojtka.

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1885
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: wwas » pn cze 24, 2013 9:41 pm

Każda z dotychczasowych wizyt na Myśliwieckiej wpisywała się w pewien stały schemat: najpierw rosnące stopniowo napięcie, potem potężna dawka adrenaliny przy mikrofonie, a następnie dalszy ciąg listy, podczas którego stopniowo dochodziłem do siebie. Tym razem wskutek decyzji Balonika doszło do niebywałego emocjonalnego spłaszczenia. Co więcej, zostałem również pozbawiony sadystycznej przyjemności, jaką mogłem dotąd czerpać z obserwowania, jak radzą sobie w studiu inne osoby. Na szczęście większość osób (do której jednak nie należałem) potrafiła sobie w części zrekompensować te braki, emocjonując się najpierw zmaganiami siatkarskimi na Torwarze, później zaś zmieniając szybko dyscyplinę i przenosząc się do Kiszyniowa.

W reżyserce można było śledzić rozgrywkę na wyeksponowanym ekranie, wiszącym tuż nad szybą dzielącą nas od Piotra Barona, nieco z prawej strony. Należało się tylko zastosować do polecenia ku3y - żadnych rozmów. Agnieszka Łukasiewicz miała trudne zadanie łączenia się z korespondentem (podczas pierwszej spośród rozgrywek; w Kiszyniowie Tomasz Gorazdowski był akurat nieobecny) i nie można było jej przeszkadzać. Oczywiście, zastosowaliśmy się wszyscy posłusznie, również Tadeusz, który wkrótce po rozpoczęciu pojawił się wraz z rodzicami i zaczął energicznie raczkować po podłodze, dookoła reżyserki. W pewnym momencie wydał z siebie serię bardzo wysokich dźwięków, ponieważ jednak nie były one skierowane do nikogo osobiście, nie była to rozmowa, a więc polecenie zostało zachowane (a tym samym reakcja Agnieszki Łukasiewicz, która spojrzała w jego stronę wzrokiem pełnym przerażenia – nieuzasadniona).

Ci z nas, którzy jako miejsce pobytu woleli pokój Helen, też nie byli poszkodowani – również znalazł się tam ekran, nieco mniejszy, ale grę można było śledzić z równie gorącymi wypiekami na twarzy. Jeżeli o mnie chodzi, obserwowanie rozgrywek sportowych bardzo rzadko jest w stanie wzbudzić u mnie jakiekolwiek emocje, dlatego trzymałem się raczej na boku, większą część czasu spędzając na korytarzu (co jednak też niosło ze sobą pewne niebezpieczeństwa – w pewnym momencie przechodzący akurat Piotr Baron zadał mi jakieś pytanie dotyczące meczu).

Niestety, podczas czwartej wizyty studio ma dla odwiedzającego dużo mniej niespodzianek niż wcześniej (dlatego panujący dawno temu zwyczaj, żeby relacje pisywali debiutanci, był bardzo sensowny; tym razem co prawda nie mieliśmy tłumów debiutantów, jednak można by było znaleźć wśród nas osoby odwiedzające Myśliwiecką po raz pierwszy – tak, Tadeuszu, o Tobie myślę). Spośród szczegółów, które nie rzuciły mi się w oczy podczas poprzednich pobytów, zwróciłem tym razem uwagę na naklejki na lustrze w toalecie (męskiej, przy czym na jednej z nich znalazł się podpis Katarzyny Groniec). Zauważyłem też, że mikrofon, przez który realizator może się porozumiewać z prowadzącym, nie jest w swojej funkcji osamotniony – dokładnie taki sam znajduje się na stoliku u ku3y. Pierwszy raz podczas mojej bytności został użyty – ku3a poinformował Balonika, że Yacy jest już gotowy do wejścia do studia.

Wraz z Martyrką próbowaliśmy też dojść, do czego służą tajemnicze białe urządzenia na ścianach reżyserki. Jak się okazało później, było to oświetlenie, o tyle nietypowe, że rzucające promień światła pionowo wzwyż. Aby więc zobaczyć żarówkę, trzeba by było spojrzeć na nie od góry, do czego jednak trzeba by być przynajmniej ku3ą.

W tych nielicznych spośród rozmów, które nie dotyczyły tematyki sportowej, przewijał się aktualny ostatnio temat reklam i ogłoszeń na forum – kajman zdradził, że prowadzi na ten temat korespondencję z JacKiem (jej efekt jest już widoczny). Ponadto neon.ka bezskutecznie próbowała wyciągnąć od kajmana, co mu się nie podobało w ostatnio promowanym przez nią utworze – kajman skutecznie uchylał się od odpowiedzi, przyznał za to, że parę tygodni temu zdarzyło mu się zagłosować w promocji na jeden utwór, o którym zapomniał, że to koszmar (tu spojrzał wymownie w moją stronę, aby nie było wątpliwości, o który utwór chodzi). Kiedy wśród nas pojawił się ostatni z gości, Neo01 (wraz z osobą towarzyszącą), również wdał się w dialog z kajmanem (widzę, że rozmowy z jego udziałem najlepiej zapadają w pamięć, chyba trudno coś na to poradzić) i tym razem tak szybko nie przestali – do nadrobienia mieli aż trzyletni okres niewidzenia.

Punkt kulminacyjny listy trwał tym razem bardzo krótko –wszyscy zebraliśmy się, żeby popatrzeć na naszego reprezentanta. Trochę szkoda, że Llucky wybrał akurat ten moment, żeby zapytać mnie o ilość napojów bezalkoholowych, jaką dysponujemy. Udzieliłem mu jednak szybkiej, rzeczowej odpowiedzi (8 x 2 litry coca-coli, 2 x 2 litry fanty, 5 x 2 litry różnych rodzajów soku) i skierowałem wzrok z powrotem w stronę szyby, za którą Yacy usiadł przy mikrofonie, w rozbudowany sposób odpowiedział na dwa pytania, wspomniał o dwóch zlotach wyjazdowych (Balonik od razu przypomniał sobie nazwę „Muczne”), pozdrowił wszystkich nieobecnych ze szczególnym uwzględnieniem herMMana, bardzo wyraźnie wymówił adres forum i… w tym momencie dowiedział się, że nasza reprezentacja właśnie strzeliła bramkę. Wniosek: gdyby pozwolono nam wejść do studia bardzie licznie, wynik meczu mógłby być dużo korzystniejszy…

Awatar użytkownika
neon.ka
Posty: 3975
Rejestracja: pt sie 03, 2007 8:00 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 436, 30.06.1990
Lokalizacja: warszawa

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: neon.ka » śr cze 26, 2013 12:56 am

To może i my byśmy dali znać, że szczęśliwie wróciliśmy ze zlotu? ;-) Który oczywiście był super!
Widzę, że bardzo sporo nas ominęło, pomimo że byliśmy przecież przez całkiem pokaźny kawałek zlotu z Wami...
Relację [tylko] czytam oczywiście uważnie i z uśmiechem na buzi [na resztę dalej czekam i na inne relacje także!], ale do tego muszę się odnieść:
wwas pisze:tym razem co prawda nie mieliśmy tłumów debiutantów, jednak można by było znaleźć wśród nas osoby odwiedzające Myśliwiecką po raz pierwszy – tak, Tadeuszu, o Tobie myślę).
Tadeusz był w Trójce pierwszy raz jak miał chyba ze trzy tygodnie :-) [był noszony wtedy przez Niedźwiedzia, Kubę i Helen :-D ale niestety zdjęcia zupełnie nie wyszły... :-/ ].

Awatar użytkownika
Emilia
Posty: 4202
Rejestracja: wt lut 16, 2010 12:27 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: Jesieni 2008

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: Emilia » śr cze 26, 2013 1:53 am

wwas pisze:Każda z dotychczasowych wizyt na Myśliwieckiej wpisywała się w pewien stały schemat...
Śmiało możesz rozpocząć karierę jako literat - wciąga jak Jeffery Deaver.

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1885
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: wwas » czw cze 27, 2013 10:43 pm

neon.ka pisze:Tadeusz był w Trójce pierwszy raz jak miał chyba ze trzy tygodnie :-)
No tak, o tym nie pomyślałem :oops:
(ale w sumie nie był to Zlot, więc można powiedzieć, że się nie liczy ;))
Emilia pisze:możesz rozpocząć karierę jako literat
O tym trochę później... :)

Niestety, nie wszyscy z nas zdołali doczekać końca listy. W okolicach dwudziestego miejsca Tadeusz zaczął zdradzać pewne objawy zmęczenia, co jego rodzice zgodnie potraktowali jako sygnał, że należałoby się pożegnać. Nastąpiła seria tradycyjnych uścisków dłoni, jednak przez kolejne dwadzieścia minut Sebastian wciąż nie zdołał opuścić korytarza – przepakowanie kilku ton książek z plecaka kajmana było jednak zajęciem czasochłonnym.

Tadeusz nie był jednak jedyną osobą, która zdecydowała się opuścić Myśliwiecką przed miejscem pierwszym. Dzwoniąc do pizzerii, Llucky dowiedział się, że najpóźniejsza godzina, o której mogą oni zrealizować dostawę, to bezpośrednio po zamknięciu lokalu, o 23, należało więc zadbać, żeby być już o tej porze na miejscu. W zasadzie Yacy z Martyrką wychodząc z Trójki o 22 powinni zdążyć bez problemu, z tym że poleganie tylko na ich GPS-ie wydawało się lekko ryzykowne. Ja z kolei nie musiałem wspomagać się zaawansowaną techniką, potrzebowałem za to, krótkiej bo krótkiej, ale zawsze, przerwy na załadowanie tej części zapasów, która przebywała w mojej lodówce. Ostatecznie, Llucky wyjął gruby plik banknotów i odliczył z niego dwukrotność kwoty, którą uważał za wystarczającą i podzielił pomiędzy mnie i Yacy’ego, z poleceniem, żeby zapłacił ten, który dotrze jako pierwszy.

Aby być w miarę spokojnym, że uda mi się dotrzeć przed wspomnianą 23, zdecydowałem, że wraz z jollyrogerem72, który zawczasu zarezerwował sobie miejsce w moim samochodzie, wyjdziemy już podczas 3 miejsca. Tak więc nie skorzystałem z jedynej, jak się okazało, szansy usłyszenia Nohavicy z tym utworem na szczycie (cóż, może kiedyś uda mu się jeszcze z jakimś innym, czego mu serdecznie życzę). Pożegnałem się z darkiem49, który tym razem rozstawał się z nami po Liście i we dwóch zanurzyliśmy się w chłód wieczoru.

Światła na skrzyżowaniu Myśliwieckiej z Łazienkowską należą do tych inteligentnych, które dostosowują częstotliwość do natężenia ruchu, wskutek czego nigdy nie można przewidzieć, ile ma się czasu na pokonanie jezdni. Tym razem jednak okazały się nad wyraz łaskawe – całe skrzyżowanie udało się pokonać w ciągu jednego zaledwie cyklu. Po chwili siedzieliśmy już wygodnie w samochodzie. W ogrodzie należącym do ASP rzeczywiście, jak wskazywały na to wcześniejsze przygotowania, zabawa trwała w najlepsze, przez co obie strony ulicy zostały szczelnie obstawione przez zmotoryzowanych gości. Na szczęście kawałek dalej było już luźniej i udało się znaleźć miejsce do parkowania niezbyt daleko od domu.

Tym razem ze względu na większą ilość wiktuałów śniadaniowych, rozparcelowałem je do dwóch skrzynek, dzięki czemu również jollyroger72 mógł mieć swój udział w ich przenoszeniu. Drzwi otwieraliśmy sobie na zmianę. Następnie skrzynki zajęły wygodnie miejsce na tylnym siedzeniu (zapomniały tylko o zapięciu pasów), my na przednim. Teraz pozostało tylko odtworzyć w pamięci trasę, co przynajmniej w początkowym odcinku nie było trudne.

Jeśli nie liczyć służb drogowych, które wybrały sobie właśnie ten wieczór na malowanie znaków poziomych na jezdni, nie zdarzyło się nic, co utrudniałoby nam jazdę, a ulice były prawie zupełnie puste. Dopiero w południowej części Wału Miedzeszyńskiego wyprzedził nas pewien czarny samochód z elbląską rejestracją, po czym dostosował się do naszego tempa, zaczęliśmy więc jechać bezpośrednio za nim. W miejscu, gdzie droga do centrum Otwocka odbijała w lewo, nasz towarzysz również skręcił. Na światłach nieco dalej nieco się zawahał i włączył prawy kierunkowskaz, po chwili jednak zmienił zdanie i podobnie jak my pojechał prosto. Dopiero przy przejeździe przez tory pojawiła się różnica – dotychczas zawsze ostatni odcinek pokonywaliśmy po zachodniej stronie torów, podczas gdy czarny samochód zdecydował się jechać po wschodniej. Ponieważ nie było między drogami różnicy pod względem odległości, a rzeczywiście wschodni wariant ułatwiał nieprzegapienie następnego przejazdu, zdecydowałem się również podążyć tą trasą. Cóż, widać więc, że tym razem GPS Yacy’ego spisał się bez zarzutu.

Dotychczas w momencie gdy przybywałem do Śródborowianki, zawsze część ekipy już tam na mnie czekała. Tym razem jednak było inaczej – powitała nas tylko zamknięta brama. Nie byliśmy pewni, co należy z nią zrobić. Na szczęście zanim zaczęliśmy się zastanawiać, kto z nas jako pierwszy będzie testował siłę swojego krzyku (ja w tej konkurencji jestem bez szans), okazało się, że dzwonek jednak działa i sylwetka portiera pojawiła się już kilka sekund po naciśnięciu.

Dostawca pizzy rzeczywiście nie zamierzał długo czekać. Ledwie wypakowaliśmy większą część zakupów, odezwał się mój telefon – to Llucky chciał powiedzieć, że pizza czeka przed bramą. Czym prędzej podbiegłem do bramy (która tymczasem została z powrotem zamknięta) i rozejrzawszy się uważnie, wyraziłem mu swoją wątpliwość. Nastąpiła krótka weryfikacja adresu – jednak Literacka 6, a nie 8 i po niecałej minucie rzeczywiście zobaczyłem samochód i przywitałem się z dostawcą, który zasugerował (słusznie), że od podawania pizzy górą, ponad bramą, jednak wygodniejsze będzie ponowne jej otwarcie. Ponownie więc trzeba było fatygować portiera.

Po uiszczeniu wymaganej kwoty (nieco niższej niż przewidywał Llucky – płacił Yacy, co było logiczne, skoro to on przyjechał jako pierwszy, ja tylko wspomogłem go drobnymi), przenieśliśmy wszystkie 9 parujących pudełek do sali. Tam, wbrew sugestiom Martyrki, podjęliśmy decyzję – czekamy na resztę. Pozwoliliśmy sobie tylko otworzyć napoje i przyporządkować pudełka do pozycji z zamówienia. Wątpliwości budziło rozróżnienie między wieprzowiną a kebabem i kurczakiem – tutaj mimo intensywnych dociekań Leszkowi i jollyrogerowi72 nie udało się uzyskać rozstrzygnięcia, umieścili więc na nich podpisy ze znakiem zapytania (później falcoeagle stwierdził, że jednak powinno być odwrotnie). Poza tym czas oczekiwania na resztę wypełnialiśmy podziwianiem efektów ostatniego remontu (nie całkiem kompleksowego: co prawda łazienki na parterze zmieniły się tak bardzo, że trudno było uwierzyć, że to to samo miejsce, co w zeszłym roku, ale już nasza sala nie nosiła żadnych śladów niedawnego malowania, a nic by jej ono nie zaszkodziło), rozważaniami, czy efektowne malowidło przedstawiające dzieje Żydów w Polsce jest namalowane na ścianie (otóż nie jest – udało się wypatrzyć mocowania i granice między płótnami/płytami wchodzącymi w jego skład) oraz wysłuchiwaniem melodii z telefonu Yacy’ego, który demonstrował nam swoje najnowsze odkrycie muzyczne i bardzo się dziwił, że nie poznajemy Deep Purple (jeżeli chodzi o mnie jest to zrozumiałe, ale żeby Leszek…)

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1885
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: wwas » ndz cze 30, 2013 12:59 am

Godzina 22:41 jako czas odjazdu pociągu ma w stosunku do 22:07 ogromną zaletę, jeśli chodzi o komfort opuszczania studia i ryzyko spóźnienia. Ma też jednak poważną wadę – odpowiednio później dociera się na miejsce. Dlatego też, kiedy w szybie zobaczyliśmy w końcu znajome sylwetki, pizza była już od dawna zupełnie zimna.

Po czterdziestu minutach tortur pt. „patrz, ale nie dotykaj”, nasza piątka miała nadzieję, że nowo przybyli od progu rzucą się jak sępy. Nic z tego. Ciekawszym zajęciem okazało się rozwiązywanie problemu przydziału pokojów, która to kwestia pozostała nietknięta od naszego przybycia – usłyszawszy, że kierownik pojawi się dopiero za niecałą godzinę, portier z powrotem schował klucze.

Kiedy jednak wszyscy zdołali się podzielić na zespoły trzyosobowe (mnie przypadło w udziale towarzystwo jollyrogera72 i adamerii), a niektóre mniejsze (Llucky na przykład ze zdziwieniem zorientował się, że jest… sam), a następnie rozgościć się, gdzie kto trafił, mogliśmy stwierdzić, że od zeszłego roku otwocka pizzeria utrzymała swój wysoki poziom. Trochę brakowało nam tylko słynnego sosu sporządzanego przez kajmana i nie bardzo pomógł tu sos curry, który w ramach innowacji zamówił Llucky, tłumacząc, że co prawda sam nie bardzo lubi, ale może inni tak. Trochę się przeliczył, ponieważ jedyną osobą, która się nim poczęstowała, byłem ja i to tylko dlatego, że akurat stał najbliżej. Mimo to zawartość pudełek znikała błyskawicznie i tylko Neo01 z Olą spoglądali na resztę z wyższością, sami delektując się parą dużych, rumianych jabłek.

Ponieważ tym razem nie było żadnych pilnych ogłoszeń do przekazania na początek, ani też konkurs kajmana nie wymagał żadnych większych przygotowań poza ustawieniem sprzętu (tu wystarczyło jednoosobowe wsparcie Llucky’ego), nie było powodów, żeby zwlekać z jego rozpoczęciem. Ponieważ zaś w dodatku był to konkurs indywidualny i tylko jedna osoba mogła być męczona naraz, pozostałe nie musiały się nawet odrywać od pizzy.

Konkurs miał być rozdzielony w czasie, tak aby część osób mogła się z nim zmierzyć już teraz, część dopiero rano albo nawet po południu. Oczywiście, od razu posypały się deklaracje od chętnych na jutro, większość życzeń nie mogła jednak zostać spełniona – po pierwsze, taki termin nie był przewidziany, co stwierdził djjack, spoglądając na wskazówkę, która właśnie przekroczyła dwunastą; po drugie, jak oznajmił Llucky, teraz w harmonogramie zlotu przewidziano na to najwięcej czasu, nie było więc wyjścia – większość musiała wziąć udział już teraz. Kolejne osoby uginały się pod presją, ostatecznie w grupie porannej pozostali tylko najbardziej nieugięci Dekodi i Leszek oraz, o dziwo, ja – jednak pobudka o szóstej dawała o sobie znać, a ponieważ kajman zdradził wcześniej, że w stosunku do mnie zamierza być wyjątkowo perfidny, stwierdziłem, że stawiając czoło jego perfidii, lepiej będzie zachować pełną jasnością umysłu.

Kajman zatytułował swój konkurs: „Od samego początku”. A konkretniej była to odwrotność jego konkursu z coverami, który utkwił mi w pamięci z debiutanckiego zlotu – tym razem należało odgadnąć utwór z Listy (ograniczonej do trzydziestki), na podstawie prezentowanego fragmentu najpierwotniejszej spośród jego wersji. Fragment mógł trwać 30, 40, 50 lub 60 sekund. Kajman zachowywał dużą skrupulatność, jeżeli chodzi o informowanie przed puszczeniem o czasie trwania, prawdę mówiąc, na ogół dużo większą niż wynikałoby z praktycznej użyteczności tej wiedzy – zdecydowaną większość utworów tak samo łatwo (lub też tak samo trudno) byłoby rozpoznać po fragmencie każdej spośród wymienionych długości. Na jeden złośliwy wyjątek trafił pod tym względem Yacy: zaprezentowany kawałek utworu „Nie widzę ciebie w swych marzeniach” był całkowicie instrumentalny – wokal (i jednocześnie tytuł) pojawiał się w… 32 sekundzie.

Każda osoba musiała zmierzyć się z czterema zagadkami, przy czym zestaw był przygotowywany indywidualnie – kajman starał się celować w gust danej osoby. Czasem udawało mu się to zaskakująco dobrze – Neo01 nie mógł wyjść z podziwu, skąd wiedział o jego dawnej miłości do Elektrycznych Gitar, czasem, gdy nie czuł się szczególnie pewnie w definiowaniu czyjegoś gustu, stawiał na rzeczy ogólnie znane i lubiane, dzięki czemu dana osoba miała łatwiej.

W ogóle w porównaniu z konkursami kajmana z poprzednich zlotów ten zaskoczył mnie swoją łatwością. Być może moja wiedza muzyczna od tego czasu trochę się mimo wszystko rozwinęła (z tym bym jednak nie przesadzał), być może to kwestia faktu, że o ile liczba coverów, jakie może mieć dany utwór, nie ma górnego ograniczenia, o tyle (pomijając nieliczne przypadki, gdy trudno stwierdzić, która z wersji była pierwsza) wersja pierwotna jest zawsze tylko jedna, nie można więc wybrać szczególnie trudnej do odgadnięcia. Dużym ułatwieniem był też warunek zaliczenia – wystarczyło podać jednego spośród wykonawców: albo właśnie słyszanego, albo tego goszczącego na Liście. Było to z jednej strony sprawiedliwe – wykonawcy pierwotni często byli jednak dość anonimowi, z drugiej strony pozwalało bez trudu wybrnąć, zarówno gdy był to znany klasyk, który pojawił się kiedyś na Liście w jakiejś udziwnionej wersji, jak również, gdy utwór znany z Listy niespodziewanie okazywał się coverem (tak było chociażby z wspomnianymi Elektrycznymi Gitarami – kto by przypuszczał, że „Serce jak pies” jako pierwszy wykonywał… McCartney). Oczywiście zdarzały się utwory, co do których nie miałem pojęcia ani o wersji oryginalnej ani o listowej. Zdarzył się też przypadek szczególnie złośliwy – „First Cut Is the Deepest” znane jest przede wszystkim z wykonania Cata Stevensa, która, jak się okazało, nie była ani jedną ani drugą (ja akurat, wydaje mi się, jaką pierwszą słyszałem wersję Roda Stewarta, też zresztą inną od szukanych). Ogólnie jednak wyniki były zadziwiająco dobre – nikomu nie udało się zejść poniżej 6 punktów.

Podbudowani sukcesem, mogliśmy spokojnie rozejść się do łóżek, wcześniej jednak Llucky na dobranoc zademonstrował nam swój krótki konkurs, zatytułowany dla odmiany: „Od tyłu”. Tym razem puszczane fragmenty były wersjami tylko i wyłącznie listowymi, w dodatku pochodzącymi z obecnego roku, a jedyna trudność polegała na kierunku ich odtwarzania. Zdecydowaliśmy przez aklamację, że konkurs powinien być drużynowy. Jest to chyba mój ulubiony rodzaj konkursów – po pierwsze przez cały czas ich trwania odbywa się wzmożona interakcja między osobami w drużynie, po drugie jeżeli dobrze wybierze się skład, można bez własnego wysiłku osiągnąć dobry wynik. Tak było i tym razem – jollyroger72 bez problemu rozpoznawał jeden utwór po drugim, ja zaś mogłem tylko łapać się za głowę, mówiąc „No tak, przecież to oczywiste” (zwłaszcza przy numerze 3 – naprawdę mogłem tego nie skojarzyć?). Ze swojej strony rozpoznałem tylko ostatni z ośmiu utworów – tu jednak zestaw wokalno-instrumentalny był na tyle charakterystyczny, że nie mogło być wątpliwości, niezależnie, czy słuchało się od przodu czy od tyłu. Problem mieliśmy tylko z jednym utworem – okazuje się, że nie tylko my (przynajmniej takie opinie pojawiają się w wątku na forum, w którym Llucky umieścił fragmenty). Ponieważ we wspomnianym wątku nie pojawiły się jeszcze poprawne odpowiedzi, nie będę zdradzał, czym się ów fragment okazał (spore zaskoczenie), zdradzę tylko, że nie był to, jak początkowo stawiał jollyroger72, Ray Wilson (głos rzeczywiście dość podobny, ale w tym roku miał na Liście tylko „Rihanne”, które jako zbyt spokojne nie pasowało). Na koniec Llucky stanowczym: „Poproszę karteczki” przywołał moje traumatyczne wspomnienia z klasówki z biologii w piątej klasie podstawówki, na szczęście na krótko. Widmo rozmnażania dżdżownicy natychmiast odeszło w cień, kiedy okazało się, że nasza drużyna zajęła pierwsze miejsce – przynajmniej wśród zwykłych śmiertelników, bo drużyna Dekodiego i Leszka przecież się nie liczy…

kajman
Posty: 41314
Rejestracja: pt wrz 22, 2006 9:00 pm
Lokalizacja: toruń

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: kajman » ndz cze 30, 2013 8:23 am

Pozwolę sobie sprostować tylko jedną, ale za to podwójną nieścisłość (nota bene druga wyszła dopiero wtedy, kiedy sprawdzałem pierwszą). Otóż nie ja byłem perfidny wobec Gary'ego tylko los, bo ustalając wcześniej czasy utworów nie wpadłem na to, że Skaldowie (a konkretnie gościnnie występujący Wenglorz) zacznie śpiewać Nie widzę w 62 sekundzie.
A skoro o swoim konkursie piszę to starałem się, żeby było sporo niespodzianek czyli utworów przy których mało kto spodziewał się, że są coverami.

Awatar użytkownika
jollyroger72
Posty: 9175
Rejestracja: czw lut 02, 2012 12:26 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 176
Lokalizacja: Port Royal!

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: jollyroger72 » ndz cze 30, 2013 8:51 am

wwas pisze:Tak było i tym razem – jollyroger72 bez problemu rozpoznawał jeden utwór po drugim, ja zaś mogłem tylko łapać się za głowę, mówiąc „No tak, przecież to oczywiste” (zwłaszcza przy numerze 3 – naprawdę mogłem tego nie skojarzyć?). Ze swojej strony rozpoznałem tylko ostatni z ośmiu utworów – tu jednak zestaw wokalno-instrumentalny był na tyle charakterystyczny, że nie mogło być wątpliwości, niezależnie, czy słuchało się od przodu czy od tyłu.
Jesteś zbyt skromny, wwasie... Obaj mieliśmy jednakowy wkład w zdobycie drugiego miejsca :)

słoik
Posty: 11064
Rejestracja: czw lip 31, 2008 9:04 pm

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: słoik » ndz cze 30, 2013 10:53 pm

wwas pisze: kto by przypuszczał, że „Serce jak pies” jako pierwszy wykonywał… McCartney).
Czyta się świetnie jak zwykle, ale jestem naprawdę zaskoczony Twym zaskoczeniem.

kajman
Posty: 41314
Rejestracja: pt wrz 22, 2006 9:00 pm
Lokalizacja: toruń

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: kajman » pn lip 01, 2013 8:32 am

słoik pisze:
wwas pisze: kto by przypuszczał, że „Serce jak pies” jako pierwszy wykonywał… McCartney).
Czyta się świetnie jak zwykle, ale jestem naprawdę zaskoczony Twym zaskoczeniem.
Nie tylko jego. Sporo osób nie wiedziało. Ja też dowiedziałem się tego po wielu latach.

Awatar użytkownika
Miszon
Posty: 12094
Rejestracja: pn lis 13, 2006 12:18 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: 640
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: Miszon » pn lip 01, 2013 9:31 am

A to ciekawe, bo z tego co pamiętam ten kawałek głównie w ten sposób reklamowano.

Awatar użytkownika
jollyroger72
Posty: 9175
Rejestracja: czw lut 02, 2012 12:26 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 176
Lokalizacja: Port Royal!

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: jollyroger72 » pn lip 01, 2013 1:49 pm

Miszon pisze:A to ciekawe, bo z tego co pamiętam ten kawałek głównie w ten sposób reklamowano.
:shock:
Nie przypominam sobie...

Awatar użytkownika
Miszon
Posty: 12094
Rejestracja: pn lis 13, 2006 12:18 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: 640
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: Miszon » pn lip 01, 2013 2:06 pm

Może na innych stacjach, ale ja w pierwszych iluś przesłuchaniach, zarówno w TV jak i w radio, zawsze słyszałem że to McCartney (oryginału nie znałem wówczas i dopiero po kilku latach po raz pierwszy usłyszałem). Był też jakiś szerszy wywiad z Sienkiewiczem na ten temat, gdzie głównie o Paulu mówił.

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1885
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: wwas » pn lip 01, 2013 10:43 pm

słoik pisze:jestem naprawdę zaskoczony Twym zaskoczeniem.
Cóż, ludzie czasem bywają zaskakujący...
jollyroger72 pisze:Obaj mieliśmy jednakowy wkład w zdobycie drugiego miejsca :)
Jednak pozwolę sobie pozostać przy swoim zdaniu :)

Jeśli chodzi o spoczynek nocny, obyło się tym razem bez większych problemów – zarówno adameria jak i jollyroger72 chrapali dość umiarkowanie i można było do tego przywyknąć. Co prawda ten pierwszy, gdy bladym świtem zmierzając do łazienki, mijał moje łóżko, uznał za stosowne przywitać się, nie zważając, że mój stan był daleki od pełnej świadomości. Szybko jednak przewróciłem się na drugi bok i czym prędzej zapomniałem.

Na dobre obudziłem się około wpół do dziesiątej – wystarczająco wcześnie, żeby uniknąć zapowiadanej wcześniej brutalnej pobudki w wykonaniu Llucky’ego i wystarczająco późno, żeby czuć się wyspanym. W ciągu całego dnia ani razu nie zdarzyło mi się poczuć chęci przyłożenia głowy do poduszki.

Po szybkim śniadaniu, które upłynęło bez większych przygód i nie spowodowało u nikogo problemów żołądkowych (przynajmniej nikt się nie przyznał), przyszedł czas na to, co nieuniknione. Tym razem przełożenie terminu na późniejszy nie wchodziło już w grę – z perfidią kajmana musiałem się zmierzyć tu i teraz.

Pierwsza zagadka była jeszcze dość prosta – trudno powiedzieć, czy to tak w ramach rozgrzewki, czy żeby uśpić czujność. Co prawda nie potrafiłem podać nazwy serbskiego zespołu wykonującego oryginalną wersję „Ostatniej nocki” Maleńczuka, ale nie było to potrzebne do zdobycia punktu. Druga z kolei była dość przewidywalna – skoro kajman postawił sobie za zadanie trafić w mój gust, wiadomo było, że Turnau musi się pojawić, a ponieważ tylko trzy jego utwory z trzydziestki były coverami, z czego na jeden z nich trafił już wczoraj Llucky, wybór był naprawdę niewielki. Trzecią zagadką kajman dał do zrozumienia, że jednak jest pamiętliwy – zapamiętał mi, jak podczas jego konkursu trzy zloty temu skomentowałem pytanie o cover Dolly Parton. Trudno byłoby jednak tę zagadkę określić jako perfidną – trudno by było komukolwiek się spodziewać, że mógłbym mieć jakieś problemy z rozpoznaniem „I Will Always Love You”; już po pierwszych paru taktach nie miałem żadnych wątpliwości. Z tym większym niepokojem czekałem na ostatnie zadanie.

Kajman włączył odtwarzanie, po czym dało się słyszeć szorstkie brzmienie gitary. Szybko poszukałem w pamięci wśród znanych mi utworów gitarowych takiego, który by choć trochę pasował. Na próżno – melodia nie kojarzyła mi się z niczym. Przez kilkadziesiąt sekund gitara wydobywała z siebie kolejne kaskady dźwięków, ale żaden z nich nie stanowił najmniejszej nawet wskazówki. Kiedy wyznaczony fragment dobiegł końca i kajman zapytał, co dalej, po chwili wahania poprosiłem o odtworzenie dłuższego fragmentu – była taka możliwość, choć wiązało się to ze stratą punktów w ostatecznym rozliczeniu. To nie był najlepszy pomysł – gitara włączyła się na kolejne dwie minuty, chwilami towarzyszyły jej jakieś strzępy wokalu, które jednak nie dawały się powiązać z żadnym znanym mi tytułem. W geście rozpaczy rzuciłem błagalne spojrzenie siedzącym obok Leszkowi i Yacy’emu, ale po minach odczytałem, że utwór jest dla nich taką samą niewiadomą, jak dla mnie. Nie było wyjścia, musiałem uznać, że perfidia kajmana spełniła swoje zadanie.

Kajman zdradził rozwiązanie – chodziło o zespół Nurt, scoverowany i wprowadzony na listę przez zespół o nazwie „Stalowy Bagaż”. Następnie wyjaśnił pokrótce, dlaczego akurat oni – chodziło o pewien wpis uczyniony przeze mnie na sąsiednim forum. Rzeczywiście, zdarzyło mi się tam o nich wspomnieć, z tym że wspominam tam o bardzo wielu utworach, w tym często takich, których nie tylko nigdy wcześniej nie słyszałem, ale również nie miałem pojęcia o istnieniu wykonawcy. Po pierwszym przesłuchaniu zdecydowanej większości z nich nie jestem w stanie odtworzyć pięć minut później. Po kolejnych przesłuchaniach czasem bywa lepiej, czasem nie całkiem (np. „What’s Going On” Marvina Gaye’a słuchałem już wielokrotnie, kiedy jednak znalazło się w kolejnej zagadce – dla Dekodiego – zupełnie nie potrafiłem skojarzyć), ogólnie jednak mam wrażenie, że jakoś tam, wolno bo wolno, ale udaje mi się stopniowo nadrabiać najbardziej ewidentne braki. Kiedy jednak biorę się do tych związanych z Listą, mam nadzieję na poprawienie pozycji w zlotowych konkursach, nie zaś, że organizatorzy tychże konkursów będą dzięki temu wiedzieli, na czym mnie zagiąć.

Ze Stalowym Bagażem po raz pierwszy zetknąłem się może ze trzy tygodnie przed zlotem – zwrócił moją uwagę niebanalną nazwą i oszałamiającą karierą na Liście, którą skończył po tygodniu od debiutu na ostatnim miejscu poczekalni… W tym momencie coś mnie tknęło. Czy to przypadkiem kajman, przedstawiając zasady, nie wspominał o zestawieniu podstawowym? Czym prędzej zwróciłem się do niego z pytaniem, on jednak odpowiedział, że nie mówił nic o „zestawieniu podstawowym” tylko o „trzydziestce”, a w czasach świetności tego zespołu, poczekalnia obejmowała miejsca 21-30. W dodatku Leszek uświadomił mi, że tak naprawdę zespół miał na Liście dwa utwory i o ile „Morze ognia” było tylko w poczekalni, o tyle utworowi „Synowie nocy” udało się raz wejść na miejsce 18. To z kolei zasiało we mnie pewne wątpliwości, który z utworów słyszałem wcześniej, a którego dotyczyła zagadka (a więc nie tylko wykorzystają przeciwko mnie, ale jeszcze przekręcą…).

Wątpliwościami ponownie podzieliłem się z kajmanem – poczuł silną chęć, żeby je rozstrzygnąć. Niestety, do tego byłoby potrzebne połączenie z Internetem, z tym zaś był kłopot – nie chcieliśmy narażać Gary’ego na koszty i fatygować jego telefonu. Co prawda falcoeagle rzucił poprzedniego wieczoru hasło Wi-Fi, jednak zdaje się, że Śródborowianka jeszcze czegoś takiego nie oferuje. Cóż, może kiedyś wzbogaci swoją ofertę, na razie jednak pytanie musiało pozostać bez odpowiedzi do końca zlotu.

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1885
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: wwas » pn lip 01, 2013 10:44 pm

Z większymi lub mniejszymi sukcesami ze swoimi zagadkami zmierzyła się reszta niedobitków, czyli Dekodi, Leszek i Martyrka. Po nich kajman zwrócił się z kolei z propozycją do Magdy – żony Gary’ego, ta jednak pokręciła stanowczo głową i schowała się za plecami męża (i słusznie, też bym odmówił, gdyby kazano mi zgadywać takie oczywistości jak „Dni, których nie znamy”). Za to niezwykłym wręcz wyczuciem wykazali się neon.ka, Sebastian i Tadeusz, pojawiając się w idealnym momencie, dzięki czemu mogli z marszu przystąpić do zabawy. Od razu też odnieśli sukcesy – neon.ka została jedną z nielicznych osób, którym udało się uzyskać maksymalną liczbę punktów. Co prawda zacięła się na chwilę przy piosence zespołu The Doors – nie chciała jednak skorzystać z oficjalnych podpowiedzi, tłumacząc, że to wstyd i kompromitacja, ostatecznie wystarczyło dyskretne „patataj, patataj” z tylnego rzędu. Również Sebastian bez problemu poradził sobie z rozpoznaniem utworu Łucji Prus, który na Liście umieściła Anna Maria Jopek. Poszkodowany był jedynie Tadeusz, który nie dostał swojego zestawu – widocznie kajman nie rozpoznał jeszcze wystarczająco jego gustu.

Decydując się na przybycie neon.ka i Sebastian postawili jeden warunek – nie dopuścimy do powtórki z poprzedniego zlotu, kiedy to zostali oni w Śródborowiance sami, w towarzystwie jedynie kajmana (i czarnego kota), podczas gdy cała reszta wypuściła się na obiad do Otwocka. Nie było wyjścia, trzeba było zjeść coś na miejscu – po odrzuceniu opcji z kolejną pizzą, pozostawało wzięcie posiłków na wynos w znanej nam restauracji. Zamówienia i przywiezienia podjął się Yacy (mój samochód miał w tym czasie inne ważne zadanie – o piętnastej miałem zaplanowaną pewną okoliczność czterdzieści kilometrów dalej), teraz należało już tylko zebrać preferencje od poszczególnych osób – przez kolejne pół godziny po sali krążyła kartka z ponumerowanymi pozycjami z menu, na której wszyscy kolejno umieszczali podpisy (trzeba było tylko uważać na pozycję nr 19, czyli zasmażany ser do pierogów).

Podczas gdy neon.ka głośno wyrażała swoje niezadowolenie z prawie całkowitej nieobecności w karcie dań wegetariańskich (w końcu z braku innej możliwości zdecydowała się na pierogi ruskie), jej mąż stanął przeciwko ku3ie w pierwszych piłkarskich mistrzostwach Śródborowa – piłka fruwała tam i z powrotem po sali, czasem niebezpiecznie zbaczając w któryś z kątów, przeważnie akurat w ten, gdzie przy swoim laptopie siedział adameria, przygotowując kolejny konkurs (co prawda sugerował, żeby raczej nie zaglądać mu przez ramię, kiedy jednak raz mi się zdarzyło, zobaczyłem tam zapisy fal dźwiękowych – przestraszyłem się, że konkurs będzie polegał na identyfikowaniu utworów na ich podstawie). Ponieważ powodowało to niebezpieczeństwo, że w pewnym momencie konkurs będzie musiał zostać odwołany z przyczyn technicznych, Llucky zarządził zmianę lokalu.

Przedpołudnie było, co rzadko się ostatnio zdarzało, słoneczne, co wręcz zachęcało, by „Lombard” – konkurs djjacka zorganizować na świeżym powietrzu (z którym nam się zresztą kojarzył z poprzedniego zlotu). Pewną przeszkodą były miejsca do siedzenia – po nocnych opadach ławki wciąż były mokre, a w związku z wysoką wilgotnością powietrza, trudno było oczekiwać, by w najbliższym czasie wyschły. Rozwiązanie znalazło się jednak bardzo szybko – białych plastikowych krzeseł właścicielka Śródborowianki miała pod dostatkiem. Czym prędzej rozstawiliśmy je na tarasie, a promienie słoneczne obdarzyły nas swoim ciepłem tak hojnie, że w pewnym momencie poczuliśmy pewien przesyt, uzi zaś pożałowała, że nie ma ze sobą okularów przeciwsłonecznych (ja na szczęście byłem pod tym względem bardziej zapobiegliwy).

Następne pół godziny upłynęło nam na dzieleniu się na drużyny. Było to zadanie niebanalne – należało zadbać, by po pierwsze w każdej ekipie była przynajmniej jedna osoba z większym listowym stażem, po drugie – przynajmniej jedna spośród uczestników październikowego zlotu, gdzie konkurs był rozgrywany po raz pierwszy, po trzecie – żeby Leszek nie był w drużynie razem z Dekodim (choć początkowo obaj sugestywnie usiedli obok siebie). W sumie jednak po kilku przetasowaniach cel został osiągnięty – znalazłem się w grupie razem z ku3ą, uzi i falcoeagle’em.

djjack ponownie wytłumaczył zasady, rozdał karty z punktacją (wydaje mi się, że trochę zmienioną od poprzedniego razu – wzrosły premie za spełnienie warunków dodatkowych), lombardowi debiutanci udali, że rozumieją, przedyskutowaliśmy kwestię ilości czasu na rundę (trzy minuty, czy cztery, a może pięć) i mogliśmy zaczynać. W piewszej rundzie specjalną premię można było uzyskać za wskazanie dwóch utworów o tej samej nazwie (bez znaczenia, czy miałyby to być cover i oryginał, czy też przypadkowa zbieżność), w tym też kierunku podążały nasze poszukiwania. Początkowo rozważaliśmy utwór „Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było”, odrzuciliśmy go jednak, przypomniawszy sobie, że druga wersja pojawiła się pod nieco krótszą nazwą, w związku z tym ku3a zdecydował się w końcu na „Running up That Hill”.

Kolejne pół godziny zajęło podliczanie punktów poszczególnych drużyn (byliśmy chyba jedyną, która nie potrzebowała do tego osobistej pomocy djjacka), prezentowanie wyników (zwyciężyła drużyna Gary’ego i atram842, która wybrała piosenkę… „Nim stanie się tak, jak gdyby nigdy nic nie było” – co prawda nie dostała premii za podwójne występowanie, ale liczba punktów uzyskanych za wszystkie powtórzenia litery N zrekompensowała ten brak z nawiązką) i dyskusje kajmana z djjackiem, dlaczego nasza drużyna ma tak dużo punktów, a jego tak mało (w tym momencie ku3a zaczął już tracić cierpliwość). Kiedy zaś wszystko było już jasne, a wszyscy gotowi do kolejnej rundy, Yacy stwierdził, że właśnie nadszedł dobry moment, żeby opuścić nas w związku z przygotowaniami obiadowymi (należało się spodziewać, że przygotowywanie dwudziestu porcji może tamtejszej kuchni zająć trochę czasu). Jeżeli o mnie chodzi, mógłbym sobie czasowo pozwolić na to, by rozegrać jeszcze jedną rundę, ponieważ jednak widziałem już, jak wygląda rozwiązywanie kwestii podziału drużyn, stwierdziłem, że lepiej będzie, gdy zamiast dwukrotnie (raz po odejściu Yacy’ego, drugi raz po moim) pozostali zrobią to raz. Dlatego też porzuciłem drużynę i wziąłem od jollyrogera72 klucz do pokoju.

Awatar użytkownika
uzi
Posty: 4132
Rejestracja: śr lip 16, 2008 11:28 pm
Kontakt:

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: uzi » wt lip 02, 2013 12:32 am

wwas pisze:Co prawda falcoeagle rzucił poprzedniego wieczoru hasło Wi-Fi, jednak zdaje się, że Śródborowianka jeszcze czegoś takiego nie oferuje
a właśnie że oferuje. ;) już w piątek wieczorem rozgryźliśmy z Adamem strasznie skomplikowane hasło i wi-fi śmigało w moim telefonie do końca zlotu. ;)

kajman
Posty: 41314
Rejestracja: pt wrz 22, 2006 9:00 pm
Lokalizacja: toruń

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: kajman » wt lip 02, 2013 8:53 am

No z wwasem przydarzyła mi się wielka wpadka. Nie wiem dlaczego pomyliły mi się utwory Bagażu (wwas przyznał się do znajomości jednego, a zadałem mu drugi). A wystarczyło zamienić ten utwór z tym w zestawie dla Marcina i wszystko byłoby OK.

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1885
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: wwas » wt lip 02, 2013 9:36 am

uzi pisze:już w piątek wieczorem rozgryźliśmy z Adamem strasznie skomplikowane hasło i wi-fi śmigało w moim telefonie do końca zlotu. ;)
Ooo! :shock: To dlaczego ja o tym nie wiedziałem? Mogłoby to znacząco wpłynąć na losy zlotu ;) Mam nadzieję, że pamiętasz hasło i na następnym zlocie będzie można skorzystać :)
kajman pisze:wwas przyznał się do znajomości jednego
Zdecydowanie za dużo powiedziane.
kajman pisze:A wystarczyło zamienić ten utwór z tym w zestawie dla Marcina i wszystko byłoby OK.
Czyżby Marcin miał w zestawie "Morze Ognia"? :) (kto w takim razie wykonywał oryginał?)

Awatar użytkownika
Neo01
Posty: 6061
Rejestracja: wt sty 01, 2008 5:16 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: 1997
Lokalizacja: Rzeszów

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: Neo01 » wt lip 02, 2013 7:16 pm

Relacja genialna - chyba lepsza od rzeczywistości ;) :P

kajman
Posty: 41314
Rejestracja: pt wrz 22, 2006 9:00 pm
Lokalizacja: toruń

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: kajman » wt lip 02, 2013 8:26 pm

wwas pisze:
kajman pisze:A wystarczyło zamienić ten utwór z tym w zestawie dla Marcina i wszystko byłoby OK.
Czyżby Marcin miał w zestawie "Morze Ognia"? :) (kto w takim razie wykonywał oryginał?)
Miał i rozpoznał po słowach. A oryginał wykonywał Nurt.

Awatar użytkownika
VILKI
Posty: 2746
Rejestracja: pt lip 25, 2008 12:42 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: 256 not.
Lokalizacja: kaszuby

Re: XV zlot (7-9.06.13)

Post autor: VILKI » czw lip 04, 2013 4:10 pm

naprawdę świetnie się czyta tą relacje :lol:

ODPOWIEDZ