21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Potrzeba dyskusji na temat Listy jest tak silna, że łamy Forum to za mało — od czasu do czasu spotykamy się także na Zlotach.

Moderator: ku3a

kajman
Posty: 41957
Rejestracja: pt wrz 22, 2006 9:00 pm
Lokalizacja: toruń

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: kajman » pt maja 13, 2016 7:35 am

Zostawiłem segregator po konkursie w sobotę. Dostałem go z powrotem z wszystkimi papierami, które w sali się znajdowały, między nimi niewypełnionymi formularzami Lombardu i kilkoma egzemplarzami W oparach. Zauważyłem to dopiero w pociągu bo inaczej to wcześniej bym oddał.

LLucky
Posty: 4076
Rejestracja: wt lip 15, 2008 3:35 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: ?

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: LLucky » pt maja 13, 2016 8:11 pm

Jeśli chodzi o "Opary", to dla mnie żaden problem, bo mam jeszcze sporo wydrukowanych.

LLucky
Posty: 4076
Rejestracja: wt lip 15, 2008 3:35 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: ?

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: LLucky » śr maja 25, 2016 9:56 pm

Chciałem poinformować wszystkich zlotowiczów hurtowo, że wszystkie przelewy do mnie dotarły i wszyscy jesteśmy już rozliczeni. Wszystkich forowiczów chciałbym natomiast poinformować, że sprawa zdjęć ze zlotu jest w tzw. trakcie. :)

Awatar użytkownika
neon.ka
Posty: 3980
Rejestracja: pt sie 03, 2007 8:00 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 436, 30.06.1990
Lokalizacja: warszawa

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: neon.ka » śr cze 01, 2016 10:17 pm

Wojtku, Wojtku, chciałam ładnie poprosić o relację...
[innych chętnych również!]

LLucky
Posty: 4076
Rejestracja: wt lip 15, 2008 3:35 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: ?

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: LLucky » pt cze 17, 2016 10:07 pm

Skoro relacji jeszcze nie ma, to będą zdjęcia, które przeszły akceptację. Czekałem jeszcze na jedną odpowiedź, ale chyba już się nie doczekam, więc publikuję je. A ponieważ ostatnimi czasy łatwiej mi robić to na zaprzyjaźnionym ze mną serwerze niż zawracać głowę JacKowi, więc zamiast w galerii archiwum możecie je pobrać z adresu http://konkurs.trojka.info/forum/XXI_zlot_LLucky.zip. Są spakowane w jeden plik - jeśli będziecie mieli trudności z jego otwarciem, to proszę o PW. Gdyby okazał się, że ktoś jednak ma do nich uwagi krytyczne, to również proszę o PW. Nie zdziwcie się tylko, że część zdjęć jest w niskiej rozdzielczości i z takimi dziwnymi kolorami - to są termogramy, czyli zdjęcia zrobione kamerą termowizyjną. :)

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1927
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: wwas » czw lip 07, 2016 10:32 pm

Często zdarza mi się mieć wątpliwości, czy decyzja o wzięciu urlopu w dzień rozpoczęcia zlotu rzeczywiście była aż tak bardzo potrzebna. Tym razem jednak szczęśliwie uczucie to zostało mi oszczędzone – moja lista czynności wstępnych do wykonania przed zlotem była na tyle długa, piątkowy rozkład zajęć miałem zaplanowany niemalże minutowo. Na początek LP Trójka – w czasach, kiedy ta audycja powstała, czułem spory żal, że jest emitowana w godzinach mojej pracy, przez co nie mogę jej słuchać. Po latach moje uczucia z tym związane mocno osłabły, skoro jednak dwa razy do roku (czasem jeszcze dodatkowo podczas niektórych długich weekendów) pojawia się okazja, myślę, że warto się przekonać, czy mam czego żałować.

Po zakończeniu audycji szybki sprint do Rodziców, żeby odebrać od nich samochód, z samochodem zaś – do pewnego zasłużonego już zlotowo hipermarketu. Co prawda tym razem większość zakupów zrobił już wcześniej LLucky, dla mnie zostały już tylko niedobitki, czyli soki i pieczywo, które jednak lepiej jest spożywać możliwie świeże i w związku z tym – kupować w ostatniej chwili. Kilka minut musiałem poświęcić na wczuwanie się w rolę kajmana i przyglądanie dostępnym chlebom, czy na pewno są wystarczająco białe. Niestety, nie całkiem się udało – podczas niedzielnego śniadania kajman dopatrzył się w jednym z bochenków ciemniejszych grudek. Zapytany, co to, ze zdziwieniem odkryłem na etykiecie, że nieświadomie kupiłem chleb z dodatkiem... soi. Na szczęście, kiedy ja zachodziłem w głowę, jak mogłem dopuścić się tak strasznego przeoczenia (czyżby jakaś klątwa saferłela?), kajman uspokoił mnie, mówiąc, że akurat soja jest dla niego jeszcze w miarę strawna (w przeciwieństwie do takiego np. kminku).

Sytuacje, kiedy mam do dyspozycji samochód, zdarzają się ostatnio niezbyt często, szkoda więc byłoby jej nie wykorzystać, tym bardziej, że znajdowałem się w odpowiednim miejscu – pozwoliłem sobie wykorzystać okazję i zrobić również małe zakupy na własny użytek. Wtedy właśnie między półkami zaskoczył mnie telefon od jollyrogera72, który chciał przekazać wieści, że jego pociąg właśnie nabrał opóźnienia – cóż, trudno, poczekamy...

Spod hipermarketu ruszyłem z powrotem do domu, by tam wypakować owe zakupy na własny użytek (wiezienie ich do Emowa byłoby bezcelowe, poza tym ograniczyłoby przestrzeń w bagażniku, z której mogli skorzystać inni zlotowicze) i zabrać swój spakowany uprzednio plecak. Pozostało jeszcze sprawdzić, czy nie pominąłem niczego ważnego i... no tak, jak mogłem zapomnieć o najważniejszej rzeczy! Przecież szukanie piórka było, zaraz po polskim topie, jedną z najważniejszych rzeczy, jakie zaplanowałem sobie na niedawny długi weekend – oczywiście, musiałem zmarnować go na głupoty. Teraz zaś tak kluczową rzecz musiałem robić w wielkim pośpiechu, poważnie ryzykując przy tym spóźnienie na zbiórkę na dworcu!

Oczywiście, zgodnie z prawem Murphy’ego, o ile na co dzień o leżące na chodnikach piórka wręcz trudno się nie potknąć, o tyle, kiedy się ich szuka, zapadają się nagle pod ziemię. Rzut oka na trawnik przed moim blokiem wystarczył, bym z przerażeniem stwierdził, że został on dopiero co skoszony – żadne leżące tam piórko nie miało szans tego przetrwać. Coraz bardziej zdenerowany, zacząłem gorączkowo poruszać się wzdłuż ulicy, uważnie przyglądając się każdej kępce mleczy. Udało się dopiero w jednej z ostatnich, prawie na samym przeciwległym końcu ulicy. Do tego moje znalezisko było wyjątkowo mało okazałe – nie dość, że anatomicznie jedno z najmniejszych jakimi ptak dysponuje, to jeszcze oprócz tego wygniecione, pobrudzone ziemią i z kilkoma wplątanymi brzozowymi samolocikami, które nijak nie chciały się odczepić. Kiedy jednak czas goni, nie można wybrzydzać. Schowałem je do kieszeni i ruszyłem w stronę dworca.

A jednak udało mi się nie spóźnić. Dotarłem nawet na tyle wcześnie, że udało mi się jeszcze pochwycić jakąś przekąskę w Złotych Tarasach (niezbyt obfitą – nie należy się zanadto najadać przed zlotową pizzą, z drugiej strony była ona przewidziana w programie dopiero za sześć godzin, więc doczekanie jej o pustym żołądku byłoby jednak trudne) i nawet jeszcze lody na deser (postawienie lodziarni w centralnym punkcie przejścia między Złotymi Tarasami a dworcem to bardzo skuteczny zabieg marketingowy). Tak więc posilony, dwie minuty przed czwartą znalazłem się w przejściu między peronami, gdzie postać djjacka rzucała się w oczy z daleka.

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1927
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: wwas » czw lip 07, 2016 10:32 pm

Pociąg z Lublina zanotował spóźnienie pięciominutowe – czyli akurat takie, że pozwoliło mi uniknąć witania słoika z lodami w ręce i ani trochę dłuższe. Widząc wysypujący się z wagonów tłum, nabrałem przez chwilę wątpliwości, czy na pewno jedyne zdjęcie, na którym słoik na jednym z forów ujawnił swoje oblicze, wystarczy, żeby go teraz w tym tłumie zidentyfikować. Na przykład, pewien brodacz przechodzący koło nas wydał mi się trochę podobny, kiedy jednak pewnym krokiem podążył ku schodom, stwierdziłem, że to jednak nie on. I słusznie – ja i djjack byliśmy na forum uwieczniani wielokrotnie częściej i to z bardzo różnych perspektyw, toteż zidentyfikowanie nas musiało być prostsze. W pewnym momencie zbliżyła się do nas postać w białym kapeluszu, z połowicznym zarostem i miną mówiącą: „Tak, wiem, kim jesteście i wiem, że wy też wiecie, że ja wiem, więc w tej sytuacji przedstawianie się sobie naprawdę byłoby sporą stratą czasu”. Zgodnie z tą sugestią ograniczyłem się więc do podania ręki, u większości spotykanych później zlotowiczów dobre wychowanie brało jednak górę, nie omieszkali więc spełnić formalności.

Ponieważ peron 4, na którym staliśmy, nie miał nam już nic więcej do zaoferowania, jeśli chodzi o skład osobowy, zasugerowałem przeniesienie się na peron 1, na którym miał się pojawić następny w kolejności jollyroger72. Kiedy się tam jednak znaleźliśmy, swoją sugestię przedstawił z kolei słoik. Zgodnie z rozkładem pociąg jollyrogera72 miał przybyć dopiero za pół godziny, a po uwzględnieniu informacji przekazanych mi przez telefon – nawet za 45 minut, zamiast więc spędzać ten czas bezczynnie, słoik chętnie zobaczyłby fragment Warszawy, w której ostatnim razem był jeszcze w poprzednim tysiącleciu.

Cóż, na pewno są w Warszawie lepsze miejsca do wyrabiania sobie o niej opinii niż okolice placu Defilad. Zresztą od ponad 20 lat toczą się dyskusje nad uporządkowaniem tego obszaru – kontrowersje dotyczą m.in. wysokości planowanych tu budynków, czy mogą być wyższe niż stojący centralnie Pałac Kultury. Na razie jednak w oczy rzuca się morze pustej przestrzeni. Moje objaśnienia, w którym miejscu prawdopodobnie (bo tak naprawdę nikt tego jeszcze nie wie) stanie w przyszłości kolejny wysokościowiec, jakoś nie wzbudziły słoikowego entuzjazmu. W dodatku nawet te już istniejące, wzdłuż ulicy Emilii Plater (z powtykanymi gdzieniegdzie pozostałościami architektury z lat 60. i 70.) jakoś nie przypadły mu do gustu. Chcąc ratować wizerunek miasta, w ostatnim przypływie bezsilności, zaproponowałem spacer do pobliskiej stacji metra. Tego cudu techniki słoik też jeszcze w Warszawie nie widział, toteż nie było możliwości, żeby nie zrobił on na nim wrażenia. A jednak, gdy zaprowadziwszy go na plac przed wejsciem na stację Centrum i tryumfalnym gestem wskazawszy rozpościerające się tam szklane pawilony (zejście na peron wymagałoby posiadania biletu) – wzrok słoika był wyjątkowo beznamiętny. Sytuację mógłby jeszcze uratować koncertujący tu regularnie, uwieczniony w relacji z XVII zlotu i w piosence Taco Hemingwaya wirtuoz instrumentów zrobionych z mebli. Niestety, tym razem nie zaszczycił nas swoją obecnością.

Tym samym wyczerpał się mój arsenał środków w dyskusji o wizerunku miasta. Z kolejnymi trzeba było poczekać na ku3ę, który pojawił się na peronie 1 (dokąd tymczasem wróciliśmy) po dłuższej chwili, którą, jak to później określił słoik, spędziliśmy na niezręcznych rozmowach przerywających równie niezręczne milczenie. Niestety, nawet niewątpliwy talent ku3y do przekonywania do swoich argumentów, tutaj wsparty dodatkowo silnym patriotyzmem lokalnym, okazał się niewystarczający. Warszawa w oczach słoika przepadła już na zawsze...

Jeśli zaś chodzi o ku3ę, nie pojawił się on na peronie sam – towarzyszył mu adameria, jemu zaś sporych rozmiarów torba wypełniona po brzegi preclami krakowskimi, z których co prawda spora część miała w zamyśle służyć poczęstowaniu redakcji, ale reszta z powodzeniem wystarczyła, żeby wszystkich obdzielić. Swój przydział zjadłem oczywiście z wielkim smakiem, o ile jednak zawsze byłem w pełni świadom swojej marnej kondycji fizycznej, o tyle nigdy nie podejrzewałem, że ogólna słabość mięśni dotyczy również mięśni szczęk...

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1927
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: wwas » pn lip 11, 2016 10:56 pm

Opóźnienie pociągu jollyrogera72 początkowo szacowane przez niego telefonicznie na 15 minut, potem wraz z kolejnymi komunikatami stopniowo zwiększane, ostatecznie zdołało dobić do 40 minut, w ostatniej chwili do pakietu dorzucono nam też spacer na sąsiedni peron po schodach nie-ruchomuch. W efekcie pobyt mojego samochodu na parkingu o parę minut przekroczył limit dwóch godzin, przez co automatycznie została też naliczona opłata za trzecią (w sumie to trochę moja wina – nie musiałem przyjeżdżać aż tak wcześnie, a bez lodów obyłbym się z powodzeniem).

Odciążeni ze zbędnych bagaży ku3a, adameria i jollyroger72 mogli teraz spokojnie pomaszerować w stronę Myśliwieckiej, podczas gdy dodatkowo obciążony samochód ze słoikiem i djjackiem na pokładzie ruszył w poszukiwaniu wyjazdu z parkingu, którego znalezienie okazało się zadaniem niebanalnym – zanim się to wreszcie udało, dokładnie zwiedziliśmy wszystkie trzy poziomy, parę razy mijając przy tym miejsce mojego niedawnego parkowania. Ostatecznie jednak udało się, djjack wywiązał się z powierzonego mu odpowiedzialnego zadania podania mi biletu parkingowego przy bramce wyjazdowej i pomknęliśmy w stronę Emowa, jeżeli mknięciem można nazwać poruszanie się w typowych dla piątkowego popołudnia warszawskich korkach, nasilających się zwłaszcza na głównej trasie wyjazdowej w kierunku wschodnim.

Widok Wisły ani też przeglądającej się w niej majestatycznej bryły Stadionu Narodowego też wrażenia na słoiku nie zrobił – tłumaczył, że widział je już z okien pociągu. Rzucił za to przelotne spojrzenie widocznej po drugiej stronie mostu okazałej pompie zwanej Grubą Kaśką. Nieco bardziej zapalił się dopiero jakiś czas potem, gdy odezwał się jego telefon – to LLucky dopytywał, gdzie jesteśmy (w tym momencie słoik zaczął się nerwowo rozglądać, w poszukiwaniu jakichś punktów orientacyjnych) i czy na pewno wiemy, jak trafić.

Oczywiście, wiedziałem doskonale. Tuż po opublikowaniu przez LLucky’ego na forum namiarów, dokładnie obejrzałem okolicę na mapach Google’a i skonfrontowałem z moją dotychczasową znajomością tych okolic. Ta zaś była niebanalna – szosą lubelską jeździłem dość regularnie już od wielu lat do Babci na działkę. Co prawda na umieszczony w pewnym miejscu niepozorny drogowskaz, z czteroliterową nazwą miejscowości nigdy nie zwracałem specjalnej uwagi, pewne obrazy jednak w podświadomości zostają, teraz więc widziałem to wyraźnie – on przecież zawsze tam był. Tak więc we wskazanym miejscu bez żalu (nie ma jak jazda tuż za śmieciarkami) pożegnaliśmy szeroką szosę i zaczęliśmy się rozglądać za czymś przypominającym wyglądem dom weselny.

Niestety, spośród mijanej jako pierwszej zwartej, choć niewielkiej, grupki budynków wygląd żadnego nie sugerował takiego zastosowania, dalej zaś można było odnieść wrażenie, że miejscowość się kończy, ponieważ droga skręcała w las. Trochę mnie to zdziwiło, ponieważ jednak zawracanie na tak wąskiej drodze do przyjemności nie należy, ruszyłem przed siebie – a nuż pojawi się jakiś dalszy ciąg. I rzeczywiście – z leśnej gęstwiny raz po raz wyłaniały się jakieś pojedyncze zabudowania. Jedno nawet z daleka sprawiało wrażenie, jak gdyby mogło być domem weselnym, tam też się zatrzymaliśmy, jednak po podejściu bliżej wielki pies weryfikował to wrażenie dość brutalnie. Ponieważ zaś innych kandydatów w zasięgu wzroku już nie było, pozostawało ostatnie wyjście – przyznać się do klęski i skorzystać z telefonu do przyjaciela.

Tłumaczenie zawiłości trasy przez telefon, zwłaszcza gdy nie ma się jasnych informacji co do punktu wyjściowego, to bardzo niewdzięczne zadanie. Po dłuższej chwili rozmowy, jedyną przydatną informacją, którą słoik uzyskał od LLucky’ego była nazwa ulicy. Teraz z kolei wykazać się mogła aplikacja Google’a do przeglądania map w telefonie. Cóż, moje dotychczasowe z nią doświadczenia były dość mocno negatywne – jakiś czas temu znalezienie szukanej ulicy w centrum Gliwic zajęło mi prawie półtorej godziny. Jednym z głównych problemów jest w tej aplikacji fakt, że nazwy ulic pojawiają się dopiero, kiedy przyjmie się powiększenie na tyle duże, że mieszczący się na ekranie obszar jest już niepraktycznie mały. Inny problem to reagowanie na ruchy palca ze sporym opóźnieniem, a czasem wcale, przez co nie do końca wiadomo, w którą stronę mapa się zaraz przesunie i o ile. Mimo to udało mi się w pewnym momencie zauważyć ulicę Krętą, musiałem jednak mocno się namachać palcem, żeby zobaczyć ją ponownie i ułożyć prowadzącą do niej trasę – należało jechać prosto, przejechać przez mostek, a następnie skręcić w lewo. Dla odmiany słoik w swoim telefonie znalazł inną wersję – należało właśnie nie dojeżdżać do mostka i skręcić w prawo...

Droga przez las prowadziła po sporych wertepach, do tego była pokryta żwirem, przez co trud mojego Taty, który specjalnie przed pożyczeniem mi samochodu odwiedził nim myjnię, po kilkuset metrach był już kompletnie niewidoczny. Wbrew protestom słoika (ale też wskazywana przez niego droga w prawo była już typowo leśną ścieżką bez szans na doprowadzenie do cywilizacji) przekroczyłem mostek i dotarłem do głównej trasy Józefów-Wiązowna, pokrytej z powrotem eleganckim asfaltem (zdążyłem się już stęsknić). Po skręceniu w nią w lewo, kilkaset metrów dalej lekko zniecierpliwiony czekał na nas LLucky, wskazując nam drogę w bok (ten sam kierunek wskazywał zresztą stojący obok wielki szyld „dom weselny”). Pozostało jeszcze tylko przejechać nieco ponad sto metrów ową słynną ulicą Krętą (w tym pokonać jeden rozjazd, co wymagało poczekania na biegnącego za nami LLucky’ego; wymagało tego również od samochodu jadącego za mną – byłem zmuszony się zatrzymać, a droga była zbyt wąska, by można było mnie ominąć). Byliśmy na miejscu.

Morał: jadąc szosą lubelską na zlot w Emowie, w żadnym wypadku nie należy kierować się drogowskazem „Emów”, ale pojechać kilometr dalej i tam na dużym rozjeździe skręcić na... Józefów.

kajman
Posty: 41957
Rejestracja: pt wrz 22, 2006 9:00 pm
Lokalizacja: toruń

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: kajman » wt lip 12, 2016 7:49 am

To jak widzę szczęśliwie zdążyliście tam dotrzeć przed naszym przyjazdem.

Awatar użytkownika
jollyroger72
Posty: 9380
Rejestracja: czw lut 02, 2012 12:26 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 176
Lokalizacja: Port Royal!

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: jollyroger72 » wt lip 12, 2016 6:38 pm

wwas pisze:Opóźnienie pociągu jollyrogera72 początkowo szacowane przez niego telefonicznie na 15 minut, potem wraz z kolejnymi komunikatami stopniowo zwiększane, ostatecznie zdołało dobić do 40 minut (...)
To nie do końca tak było... Ale może po kolei.
Mój pociąg relacji Wrocław Główny - Warszawa Wschodnia spółki Intercity (z obowiązkową rezerwacją miejsc) miał planowo odjechać o godzinie 12.22, jednak kiedy zapowiadano jego podstawienie w perony (a była już 12.20), poinformowano podróżnych o odjeździe z 10-minutowym opóźnieniem... Trochę mnie to "zdrzaźniło", że akurat mnie to się przytrafia. To jednak nie był koniec problemów... Kiedy podstawiono skład, okazało się, że brakuje w nim jednego wagonu - z numerem 10. Mój bilet wskazywał miejsce właśnie w nim :roll: W efekcie około stu pasażerów stało na peronie jak przysłowiowe sieroty i czekało na dołączenie wagonu, o którym wcześniej zapomniano.
W efekcie odjechaliśmy z Wrocławia z 40-minutowym opóźnieniem. Około 14.30 zacząłem akcję przestawienia godziny spotkania na Dworcu Centralnym. Powiadomiłem wszystkich zainteresowanych, do których miałem namiar telefoniczny, że przyjadę spóźniony. Ponieważ w tym momencie opóźnienie zmalało do 30 minut, ze sporą dawką optymizmu prognozowałem, że dotrę do stolicy z 15-20-minutowym poślizgiem. Niestety, im bliżej Warszawy, to opóźnienie znów wzrastało... Tak więc... sprawa się rypła i dotarłem 40 minut po czasie planowego przyjazdu.
...............................
Ponieważ wwas wraz z towarzyszami odjechał do Emowa, naszej trójce pozostało opuścić czeluści podziemnego parkingu i udać się na poszukiwania kajmana :wink: W drodze na perony zakupiliśmy bilety na dojazd kolejką do Józefowa a po chwili zatelefonował konwicki1980 i poinformował , że za niedługo do nas dołączy :D
Po kilku minutach pojawił się, tak więc pozostało nam wypatrywanie drugiego turonia-kajmana :mrgreen: Kiedy już go odnaleźliśmy, mogliśmy rozpocząć pieszą wędrówkę w kierunku Myśliwieckiej. Zaraz po opuszczeniu Centralnego adameria wpadł na pomysł, by kupić coś Helen. Krótka burza mózgów i po chwili byliśmy w posiadaniu sporego bukietu konwalii :P
Tym razem na Myśliwiecką ku3a poprowadził nas obok przystanku Warszawa Powiśle, by sprawdzić, ile czasu zajmie nam pokonanie odcinka W.Powiśle - Myśliwiecka. Długonodzy kajman i ku3a oczywiście wysforowali się do przodu, za nimi w pewnej odległości podążałem ja z adamerią u boku a na końcu podążał konwicki1980, uwieczniając na fotkach co ciekawsze fragmenty stolicy.
Do celu dotarliśmy ok. 18.45, gdzie czekała już na nas Martyr. Kilka minut po 19-tej, po tradycyjnej procedurze przy wejściu, weszliśmy na piętro i przywitaliśmy się z Helen :)

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1927
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: wwas » pn lip 18, 2016 10:39 pm

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy po zaparkowaniu samochodu, była stojąca tuż obok przyczepa do przewożenia kajaków, wraz z zawartością. Cóż, z wykorzystania tychże podczas zlotu zgodnie zrezygnowaliśmy, gdybyśmy jednak podjęli inną decyzję tuż obok teren się charakterystycznie obniżał, sugerując obecność w dole jakiejś wody płynącej. Teren, na którym zamierzaliśmy spędzić najbliższe kilkadziesiąt godzin był wciśnięty między owo obniżenie z jednej strony, niezbyt efektowną ścianę budynku z drugiej, z trzeciej zaś masywny płot, zza którego wyglądały czasem jakieś ludzkie sylwetki. W sumie więc nie było tu takiego poczucia przestrzeni, jakie miało się w Śródborowiance, trudno też byłoby się zaszyć w gąszczu między drzewami, których co prawda też tutaj parę było, jednak przestrzeń między nimi została wypełniona dość szczelnie czymś, co miało nam się podczas zlotu okazać bardzo przydatne – ławkami. O charakterystycznej dla Śródborowianki konieczności ich męczącego przenoszenia i aranżowania można więc było zapomnieć. Tutaj w towarzystwie stolików rozmnożyły się do tego stopnia, że z łatwością pomieściłyby pięć zlotów takich jak nasz, a jeszcze sporo miejsca by zostało. Rozstępywały się tylko w jednym miejscu, by uformować krąg wokół ogniska (które jeszcze się nie paliło, ale już wkrótce djjack, wykorzystując swoje wszechstronne zdolności, postarał się, żeby ten stan zmienić).

Ściana budynku nie była zbyt efektowna, zwłaszcza że mieliśmy kontakt wyłącznie z jego tyłem. Umieszczone z samego boku wejście też nie bardzo rzucało się w oczy, nie jestem więc pewien, czy bez wskazówek LLucky’ego zdołałbym się domyślić, że to właśnie tam powinienem się kierować. Kiedy jednak już się owe drzwi przekroczyło, wchodziło się do sali sporo większej od tej w Śródborowiance, co powodowało uczucie pewnej dysproporcji w stosunku do oczekiwanej liczebności zlotu. Tymczasem wcale nie była to największa sala w tym budynku (należy jednak pamiętać, że jego głównym przeznaczeniem było goszczenie przyjęć weselnych, te zaś potrafią gromadzić dużo większe liczby uczestników).

Dość mieszane uczucia budził w nas dość specyficzny wystrój, zwłaszcza biorąc pod uwagę spodziewane wkrótce przybycie kajmana i neon.ki. Ścianę w sali w Małym Białym Domku w Śródborowiance zdobiło okazałe, tak się wtedy wydawało, poroże. Teraz jednak wspomnienie tamtej dekoracji uderzało skromnością. Tu podobnych okazów można było się dopatrzyć kilkudziesięciu, wypełniały one dość szczelnie górną część większości ścian, dolne pozostawiając z kolei innym łowieckim trofeom – skórom.

Dużo bardziej umiarkowane, jeśli chodzi o dekoracje, były pomieszczenia położone na piętrze. Była wśród nich kuchnia, która podczas zlotu miała też służyć jako miejsce śniadań. Były w niej aż dwie lodówki, spośród których jedna nawet jako tako działała, przy czym jednak większość prowiantu LLucky i tak trzymał w swoim pokoju pod łóżkiem.

Pokoje dla naszej ekipy przeznaczono cztery, co stanowiło większą część piętra, chociaż nie całe (parę razy udało mi się zaobserwować przy którychś drzwiach przemykające jakieś obce nam osoby). Ponieważ zaś nasza ekipa też liczyła chwilowo tylko cztery osoby, operacja przydziału przebiegła w miarę prosto (ale nie w sposób, który by się narzucał – mając na uwadze, że w naszej ekipie pojawi się też m.in. neon.ka, jeden pokój zostawiliśmy nietknięty).

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1927
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: wwas » wt lip 19, 2016 9:48 pm

W czasie, gdy ja wraz z pasażerami błąkałem się po peryferiach Emowa, Yacy szczęśliwie dotarł na Myśliwiecką i dokonał tam pewnej wymiany - zostawił swoją żonę, biorąc w zamian neon.kę. Teraz we dwoje zmierzali do nas, a dzięki nawigacji przygody związane z trafianiem szczęśliwie ich ominęły. Jedynie samego wjazdu na parking nawigacja już nie obejmowała, zostałem więc oddelegowany przez LLucky’ego, by tak jak poprzednio on wyjść im na spotkanie do głównej drogi i tam wskazać kierunek. Nie zdążyłem – doszedłem ledwie do bramy, gdy moim oczom ukazał się znajomy pojazd, moja rola ograniczyła się więc tylko do wskazania samego parkingu.

Teraz, kiedy cała niestudyjna część ekipy była już razem, ognisko zaś dzięki djjackowi elegancko płonęło, można było rozpocząć główny punkt wieczornego programu – wspólne słuchanie Listy. LLucky jak zwykle zadbał o sprzęt – dwa potężne głośniki już prężyły się gotowe do akcji na jednym z licznych stolików, przedłużacz zaś był na tyle długi, że bez problemu sięgnął do gniazdka w ścianie budynku (dopiero potem okazało się, że prąd w tym gniazdku była wyłączany na noc, toteż potrzebna była mała reorganizacja, jednak okazało się, że przedłużacz nadal nie wykorzystał wszystkich swoich możliwości – na jeszcze dłuższym dystansie, aż do wnętrza budynku też sprawdził się znakomicie).

Jako źródło dźwięku posłużył telefon LLucky’ego. Co prawda narzekanie zarówno na słaby sygnał telefoniczny jak i na słabą jakość tutejszego Wi-Fi było podczas całego emowskiego zlotu dość częste (chociaż w sumie słabość ta bywa też niekiedy zaletą), to jednak akurat podczas słuchania Listy problemy te w żaden sposób nam nie dokuczały. Parę razy tylko dźwięk nagle się urwał, nie była to jednak wina łącza, lecz pizzerii, która próbowała się z LLuckym skontaktować w związku ze złożonym zamówieniem – zamiast kolejnego utworu z poczekalni rozbrzmiewał wówczas dzwonej telefonu. Na ratunek przychodził wówczas Yacy, umiejętnie umieszczając swój telefon w zwolnionym miejscu i pozwalając nam delektować się Listą do czasu, kiedy to z kolei do niego odzywała się Martyrka. Szczęśliwie jednak podczas trzech godzin trwania Listy nie zdarzył się ani jeden moment, kiedy zmuszeni byliby odebrać obaj naraz, toteż zaburzenia ciągłości słuchania mieliśmy bardzo niewielkie.

Niewątpliwie przestrzeń wokół emowskiego ogniska odznaczała się akustyką bez porównania lepszą niż duża sala w Śródborowiance. Duży udział miało też mniejsze niż zwykle grono. O ile więc podczas kilku poprzednich zlotów czas trwania listy upływał głównie na rozmowach na tematy dowolne przerywanych tylko z rzadka przyłożeniem ucha do głośnika, by stwierdzić, który utwór jest w danym momencie emitowany, o tyle teraz było to naprawdę autentyczne słuchanie. Nie oznaczało to oczywiście całkowitego braku rozmów – neon.ka przyznała się na przykład, że od pół roku styczności z Listą już prawie nie ma, toteż większość słyszanych utworów to dla niej kompletne nowości (i niespodziewanie niektóre całkiem jej się podobają, zwróciła np. uwagę na debiutującego w trzydziestce Piotra Ziołę). Oczywiście, pojawiały się też domysły co do poczynań naszej delegacji w studiu (aczkolwiek wiadomości przesyłane Yacemu przez Martyrkę mocno studziły nasze nadzieje usłyszenia ich w głośnikach – jak się okazało, słusznie). Entuzjastyczne pochwały słoika pod adresem tekstów Julii Marcell i Martyny Jakubowicz sprowokowały z kolei jeszcze jedną odsłonę w dyskusji na temat roli tesktu w ocenie danego utworu muzycznego, choć ze względu na brak kajmana nie znalazł się nikt, kto by je tak otwarcie pod tym względem deprecjonował (chyba że, jak stwierdził Yacy, śpiewa akurat Kortez – wówczas trudno mu cokolwiek z tekstu zrozumieć, co z kolei bardzo zdziwiło mnie – nigdy wcześniej nie zauważyłem, żeby ten wokalista śpiewał jakoś mniej wyraźnie niż średnia na Liście, nigdy też nie miałem najmniejszych trudności ze zrozumieniem jakiegokolwiek fragmentu jego tekstu). W chwilach ciszy pozwalałem sobie nawet zanudzać resztę swoimi swoimi wyliczeniami na temat Znawcy, posuwając się w tym aż do wyjaśniania, jak powinny się ułożyć dalsze utwory, żebym nie poległ całkowicie – ku mojemu zdziwieniu moje wyjaśnienia spotykały się nawet z pewnymi oznakami zainteresowania (inna sprawa, że w związku z pewną pomyłką na samym początku moje wyliczenia okazały się ostatecznie niewiele warte). Jednak ani przez chwilę rozmowy te nie zbliżyły się nawet do poziomu, na którym można by było mówić o zagłuszaniu audycji. Nawet w środku wymiany zdań (fakt, że żadnej z nich nie można by było nazwać burzliwą), można było z powodzeniem wyłapywać każdy dźwięk z głośników. Oby jak najwięcej takiego słuchania podczas zlotów!

Z wrażeń pozamuzycznych kiełbaski kierownik zaplanował dopiero na jutro, na razie na pocieszenie otworzył wór orzeszków, które stopniowo łuskaliśmy. Pierwszy raz od bardzo dawna zrobiłem też użytek z regularnie taszczonego na wszystkie zloty swetra – niestety, majowa noc nie rozpieszczała temperaturą, w czym nie potrafiło jej wyręczyć nawet ognisko, zwłaszcza że ogrzewało mnie tylko z jednej strony. Bardzo nas za to ucieszył, o czym LLucky mówił tylko szeptem, żeby przypadkiem nie usłyszały, kompletny brak komarów.

Odbiór Listy zaburzył się nam dopiero w okolicach podium, kiedy to zarówno LLucky jak i Yacy (a telefony wraz z nimi) przygotowywali się do wyjazdu na pobliską stację, skąd mieli odebrać zlotowiczów przybywających do nas z Myśliwieckiej i przy okazji świeżo dla nas upieczoną tradycyjną zlotową potrawę. Mój samochód nie był chwilowo potrzebny, toteż mogłem spokojnie rozkoszować się nadal widokiem buchających płomieni. Jednak po kilku minutach z błogiego stanu wyrwał mnie mój telefon – z otrzymanej wiadomości najpierw wyświetliły mi się ostatnie słowa: „Przyjedziesz też?”. Trochę się zdziwiłem – czyżby po drodze z Myśliwieckiej liczba zlotowiczów niespodziewanie się zwiększyła, tak że mieliby się już nie zmieścić do dwóch dostępnych samochodów? Okazało się, że jednak nie – to mój brat po raz pierwszy po przeprowadzce do nowego mieszkania zapraszał Rodziców na niedzielny obiad.

Awatar użytkownika
neon.ka
Posty: 3980
Rejestracja: pt sie 03, 2007 8:00 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 436, 30.06.1990
Lokalizacja: warszawa

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: neon.ka » śr lip 20, 2016 12:58 am

No proszę, ależ miła lektura czekała na mnie po powrocie z nadmorskich wyjazdów wakacyjnych...
Czekam na kolejne porcje!

kajman
Posty: 41957
Rejestracja: pt wrz 22, 2006 9:00 pm
Lokalizacja: toruń

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: kajman » śr lip 20, 2016 8:53 am

wwas pisze:ogrzewało mnie tylko z jednej strony
Między innymi dlatego nie lubię ognisk.

Awatar użytkownika
neon.ka
Posty: 3980
Rejestracja: pt sie 03, 2007 8:00 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 436, 30.06.1990
Lokalizacja: warszawa

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: neon.ka » czw lip 21, 2016 1:24 am

Jak się siedzi dostatecznie blisko, to nie czuć, że tylko z jednej. A jak czuć, to zawsze można się obracać co jakiś czas o 90 stopni. :-)
wwas pisze:Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy po zaparkowaniu samochodu, była stojąca tuż obok przyczepa do przewożenia kajaków, wraz z zawartością.
Ciekawe, czy nie umknął Twojej uwadze także piec/grill/(?) znajdujący się na drodze do ogniska, i jego wygląd. :-)

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1927
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: wwas » czw lip 21, 2016 9:34 am

Chyba niestety umknął...

Awatar użytkownika
Yacy
Posty: 15688
Rejestracja: wt gru 27, 2005 11:14 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 67 30.07.1983
Lokalizacja: Elbląg
Kontakt:

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: Yacy » czw lip 21, 2016 9:46 am

;-) zrobiłem fotkę, jak ją namierzę to wkleję :-)

Awatar użytkownika
neon.ka
Posty: 3980
Rejestracja: pt sie 03, 2007 8:00 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 436, 30.06.1990
Lokalizacja: warszawa

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: neon.ka » czw lip 21, 2016 10:03 am

wwas pisze:Chyba niestety umknął...
Absolutnie nie sprawdzam Twojej pamięci, tylko ze względu na charakterystyczną postać tego pieca byłam ciekawa jak byś go opisał w relacji. :-)
Yacy, poszukaj, poszukaj.

Awatar użytkownika
jollyroger72
Posty: 9380
Rejestracja: czw lut 02, 2012 12:26 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 176
Lokalizacja: Port Royal!

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: jollyroger72 » czw lip 21, 2016 11:40 am

O to chodzi?
Obrazek

Awatar użytkownika
Yacy
Posty: 15688
Rejestracja: wt gru 27, 2005 11:14 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 67 30.07.1983
Lokalizacja: Elbląg
Kontakt:

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: Yacy » czw lip 21, 2016 12:19 pm

dokładnie :-)

kajman
Posty: 41957
Rejestracja: pt wrz 22, 2006 9:00 pm
Lokalizacja: toruń

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: kajman » czw lip 21, 2016 12:55 pm

Jestem tak spostrzegawczy, że w ogole czegoś takiego nie kojarzę.

Awatar użytkownika
neon.ka
Posty: 3980
Rejestracja: pt sie 03, 2007 8:00 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 436, 30.06.1990
Lokalizacja: warszawa

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: neon.ka » czw lip 21, 2016 2:10 pm

kajman, wydaje mi się to niemożliwe...
Dzięki jollyroger72! Nie wiem, czy dla nieobecnych na zlocie zdjęcie jest czytelne jak jest skonstruowany ten [chyba jednak] kominek?

kajman
Posty: 41957
Rejestracja: pt wrz 22, 2006 9:00 pm
Lokalizacja: toruń

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: kajman » czw lip 21, 2016 2:24 pm

neon.ka pisze:kajman, wydaje mi się to niemożliwe...
Oj, bo nie znasz moich (nie)możliwości.

Awatar użytkownika
wwas
Posty: 1927
Rejestracja: wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: wwas » ndz lip 24, 2016 8:26 pm

Po chwili już w pełnym gronie – powiększonym o piątkę z Myśliwieckiej i stos pizz – pożegnaliśmy gościnne ognisko, zadbawszy tylko, żeby nasze pożegnanie nie spowodowało pożaru, po czym przenieśliśmy się do opisanej już wyżej obszernej dużej sali o specyficznych dekoracjach. Ponieważ jednak temperatura w niej panująca była zdecydowanie niższa od optimum, owo przemieszczenie się nie oznaczało dla mnie pożegnania ze swetrem, słuszność decyzji o jego wzięciu została więc potwierdzona podwójnie.

Co prawda w moim rankingu pizzerii Telepizza plasuje się w dość dalekim ogonie, jednak tym razem wrażenia smakowe miałem zaskakująco pozytywne. Przede wszystkim udało się rozpocząć konsumpcję na tyle szybko, że temperatura nie zdążyła jeszcze opaść. Poza tym fakt, że zjedzony sześć godzin wcześniej posiłek należał do lekkich, też zrobił swoje (i nawet precel od adamerii, którego lekkim w żaden sposób nie można by było nazwać, aż tak bardzo nie zaszkodził). W efekcie osiem dużych kawałków do podziału między mnie i kajmana okazało się liczbą daleką od nadmiaru – przynajmniej ja odczuwałem lekki niedosyt. A słoik, będący, bardzo możliwe, pierwszą w historii zlotów osobą, która wzgardziła tą tradycyjną potrawą, niech żałuje. Do ideału zabrakło mi tylko jednego drobnego elementu, którym z pewnością byłby sukces w niewylewaniu sosu...

Co prawda historia konkursu tłumaczeń jako mocnego akcentu piątkowych wieczorów nie była jeszcze szególnie długa – tylko dwa zloty zostały jak dotąd w ten sposób umilone – przyjął się on jednak na tyle dobrze, że teraz fakt zakończenia się tej historii na owych dwóch zlotach był sporym rozczarowaniem. Oczywiście daleki byłbym od czynienia ku3ie jakichkolwiek wyrzutów – rozumiem, że okoliczności mogą być różne. Bardzo się zresztą cieszę, że o wiele dłuższa tradycja obecności ku3y na zlotach, trwająca nieprzerwanie od samego ich początku, mimo wszystko się nie załamała, bo to przeżyć byłoby już o wiele trudniej...

Z braku innych chętnych swój pomysł na wykorzystanie piątkowego wieczoru przedstawił kajman. Zaczął od wspomnienia o pewnym wątku z działu „Komentarze do bieżących notowań”, którego, jak przyznał, raczej nie lubi. Na szczęście szybko mnie uspokoił – nie, nie chodziło mu o wątek z promocją, do gabinetu cieni sam też zresztą nie zaglądałem już od bardzo dawna. Ten jednak wątek, mimo braku wzbudzanej sympatii, zainspirował jednak kajmana do stworzenia notowania alternatywnego – złożonego z utworów tam proponowanych, które na prawdziwej Liście nigdy się nie pojawiły. Teraz zaś planował nam owo zestawienie zaprezentować. Co prawda nie byliśmy pierwszymi – już wcześniej swoje kopie dostali Helen i Piotr Baron, w ich wypadku były to jednak tylko wydrukowane wyniki, podczas gdy teraz dojść miała do tego oprawa dźwiękowa, w dodatku, co zapowiedział kajman i czym wszystkich zaintrygował, w wykonaniu jednego z utworów w pewnym sensie sam miał uczestniczyć.

Co prawda trudno byłoby przedstawienie utworów nazwać konkursem, pojawił się jednak pewien element zgadywania – po odtworzeniu każdego fragmentu kajman pytał, czy ktoś poznaje wykonawcę i tytuł. Nierzadko nawet doczekiwał się odpowiedzi, w czym nieco pomógł fakt, że dużą część notowania stanowili przedstawiciele płyt już dla LP3 zasłużonych – było to próbą odtworzenia przez kajmana bieżących realiów Listy. Sam jednak zdołałem rozpoznać właściwie tylko jeden kawałek – przedstawiciela niedawnej płyty Voo Voo. Swoją drogą kawałek ów był rekordzistą stażu na owej alternatywnej liście – przy każdej pozycji kajman skrzętnie podawał informację o pozycji danego utworu w poprzednim notowaniu i o liczbie spędzonych tu tygodni. Fakt, że pojawił się utwór mający tych tygodni 40, kazał zadać pytanie, jaki właściwie był to numer notowania, tej informacji jednak kajman konsekwentnie unikał.

Oprócz zdominowania czołówki przez znane marki, kajman starał się też oddać pewne inne prawidłowości zauważalne ostatnio na LP3, jak duży udział polskości (choć tutaj jednak trochę się samoograniczył – może było to związane z faktem, że we wspomnianym wątku propozycje zagraniczne dominują jednak dość mocno) i wysokie debiuty – tutaj z kolei umieszczając nowości na pierwszych dwóch miejsach nieco przesadził, zwłaszcza że Florence, która znalazła się na szczycie, dwa tygodnie później na prawdziwej Liście zadebiutowała o wiele skromniej. Na pewno jednak zestawienie prezentowało się bardzo ciekawie, pozwalało też zorientować się w prawdziwych brakach na Liście (chociaż co do niektórych utworów, można by mieć wątpliwości, czy udałoby im się zająć stosowne pozycje, nawet gdyby w zestawie się znalazły). W dodatku niewątpliwie należy oddać kajmanowi umiejętne eliminowanie z zestawienia wpływów jego własnego gustu, o czym świadczy obecność utworów, które na prawdziwej Liście zniósłby z trudem, m.in. Sarsy.

Jednak największe emocje wzbudziła niewątpliwie perspektywa owego zapowiadanego współuczestnictwa kajmana. Co prawda występy wokalne nie były na zlotach niczym niezwykłym – wielu zlotowiczów miało już okazję wzbudzić w ten sposób u reszty wyższe odczucia estetyczne, jednak dołączenie do tego grona kajmana byłoby wydarzeniem niezapomnianym. Z tym większą niecierpliwością czekaliśmy więc wszyscy, co też kryje się za enigmatycznym określeniem „w pewnym sensie”. Jako pierwszy jednak do współuczestnictwa włączył się wiszący na ścianie zegar, głośno oznajmiając, że właśnie minęła północ (przynajmniej jego zdaniem, bo np. mój zegarek twierdził nieco inaczej...). Sam kajman na rozwiązanie kazał nam czekać aż do 3 miejsca – wbrew oczekiwaniom niektórych nie zajął go wykonawca o nazwie zawierającej jakąś formę jego nicku, lecz – dość konwencjonalnie – Maria Peszek. Sam utwór jednak trudno byłoby nazwać konwencjonalnym, a dostosowanie go do warunków radiowych wymagało od kajmana kilkukrotnego głośnego „Piiiiiip”...

Niestety, to była jedyna atrakcja przygotowana na dzisiejszy wieczór. Z braku innych, nawiązując do kolejnej długiej zlotowej tradycji, postawiliśmy na kalambury – po krótkiej dyskusji co do wyboru wersji (został w niej przypomniany m.in. zastosowany kiedyś pomysł ze sztafetą), padło na bardziej niż zazwyczaj profesjonalną – z podziałem na dwie drużyny (słoik taktycznie odsunął się na bok, żeby przypadkiem nie zostać zakwalifikowanym do żadnej i obserwować grę z bezpiecznego dystansu) i skrupulatnym liczeniem punktów. Ponieważ wyszukiwanie i uzgadnianie szczegółów co do nowej zlotowej lokalizacji to zajęcie niewątpliwie praco- i czasochłonne, brak rozszerzenia bazy utworów w maszynie losującej można LLucky’emu wybaczyć, jednak konsekwencją była konieczność samodzielnego wymyślania tytułów, co zwykle jest jednym z mniej przeze mnie (i nie tylko przeze mnie) lubianych elementów zabawy. Na szczęście, przewidując taki stan rzeczy, wybrałem zawczasu kilka takich tytułów, spośród których nawet udało mi się teraz sobie parę przypomnieć – m.in. „Hope of Deliverance”, którego próba pokazania była skądinąd jedną z nielicznych tego wieczoru zakończonych niepowodzeniem (sprawę utrudniał fakt, że tak naprawdę mało kto wiedział, co owo „deliverance” oznacza – jednak jest to co innego niż pokazywane przez LLucky’ego „delivery”, czyli „dostawa”).

Innym tytułem, który sprawił nieco trudności był „Podobny” – w sumie nie jest to pierwsza sytuacja, kiedy debiutanci z danego tygodnia sprawiają nieoczekiwane trudności w kalamburach, można w sumie o tym pamiętać podczas kolejnych edycji. Jednak poza owymi nielicznymi wyjątkami średni czas odgadywania tytułu nieznacznie przekraczał jednak 30 sekund, co oprócz wprawy w odgadywaniu, do której zdołaliśmy dojść, było to też związane z częstą praktyką dzielenia wyrazów na części, wobec której przestawało nawet mieć znaczenie, czy oryginalne słowo nie jest nazwą własną (co swoją drogą w niektórych wypadkach jest mocno wątpliwe, co np. powiedzieć o takiej „Arahji”?). „Z imbirem” udało mi się pokazać nadzwyczaj łatwo, skłaniając ku3ę i neon.kę do wymieniania ciurkiem wszystkich przypraw, jakie im przyszły na myśl. Z „Hej, czy nie wiecie” poszło mi trochę trudniej – niestety, nie mam umiejętności tscha, który kiedyś, mając do pokazania „Know Your Enemy”, zdołał przyłożyć palec do czoła w ten sposób, że od razu zostało to zinterpretowane jako „know”; teraz jednak pomogło mi bezradne rozłożenie rąk, co słusznie zasugerowało niewiedzę. Jednak medal za najbardziej brawurowo pokazany tytuł niewątpliwie należy się Yacemu za „Fragile” – wystarczyło, że lekko zamachał skrzydłami, pierwszym gatunkiem ptaka, który przyszedł na myśl kajmanowi był... gil.

Awatar użytkownika
Yacy
Posty: 15688
Rejestracja: wt gru 27, 2005 11:14 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 67 30.07.1983
Lokalizacja: Elbląg
Kontakt:

Re: 21. Zlot Forum LP3 - 6-8 maja 2016r., Emów

Post autor: Yacy » ndz lip 24, 2016 11:34 pm

czym zamachałem? ;-)

ODPOWIEDZ