XIV zlot - 19-21.10.12

Potrzeba dyskusji na temat Listy jest tak silna, że łamy Forum to za mało — od czasu do czasu spotykamy się także na Zlotach.

Moderator: ku3a

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez ku3a » Śr sty 02, 2013 6:21 pm

wwas napisał(a):Ach... Już myślałem, że wszyscy zapomnieli. No cóż, wygląda na to, że koniec leniuchowania ;)
khmm... ;-)
ku3a
 
Posty: 18651
Dołączył(a): Cz lis 10, 2005 8:32 pm
Lokalizacja: 872, 1186

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » Śr sty 02, 2013 8:05 pm

Dzięki, takie poganianie mnie naprawdę moblilizuje ;)
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez neon.ka » Cz sty 03, 2013 12:29 am

ku3a napisał(a):
wwas napisał(a):Ach... Już myślałem, że wszyscy zapomnieli. No cóż, wygląda na to, że koniec leniuchowania ;)
khmm... ;-)
dokładnie o tym samym myślałam od jakiegoś czasu i nawet zbierałam się z wyrażeniem tego. ;-)

[aczkolwiek chciałam też przy tej okazji zapewnić, że cieszę się z każdej relacji i dziękuję już za te, które pojawiły się wcześniej :-) ]
Avatar użytkownika
neon.ka
 
Posty: 3962
Dołączył(a): Pt sie 03, 2007 8:00 pm
Lokalizacja: warszawa
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 436, 30.06.1990

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » So sty 05, 2013 2:28 am

OK, czas nadrobić zaległości. Przepraszam, że kazałem tak długo na siebie czekać :oops: Dziękuję wszystkim, którzy nie stracili jeszcze cierpliwości ;)

Tym razem przedzlotowe zakupy były dużo mniejszym wyzwaniem. Po pierwsze, miałem już trochę więcej wprawy, po drugie, spodziewana frekwencja było mniej liczna, co przekładało się na objętość produktów do kupienia, w końcu po trzecie, po wiosennym zlocie przekonałem się, że co prawda są wśród nas wielbiciele pasztetu sojowego, ale dotyczy to tylko pasztetu sporządzanego własnoręcznie. Półkę z produktami ekologicznymi mogłem dzięki temu z czystym sumieniem ominąć.

Trochę rozczarował mnie brak orzeszków w kilogramowych worach, przez co musiałem zadowolić się kilkoma mniejszymi opakowaniami. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie zrekompensować tego braku, kupując kilogramowe opakowanie pistacji. Rozważania zakończyły się jednak gwałtowanie, kiedy tylko spojrzałem na cenę. Chwilę później kończyłem swoją przygodę z hipermarketem w towarzystwie nieco pustawego wózka i paragonu, na którym w końcowej kwocie tym razem pojawiła się tylko jedna trójka (chociaż aż dwie w kwocie VAT).

Całość zmieściła się bez problemu w bagażniku, co pozwalało żywić nadzieję, że plan Llucky’ego pomieszczenia wszystkich zlotowiczów w dwóch samochodach uda się szczęśliwie zrealizować. Wywiązawszy się ze swojej części przygotowań przedzlotowych, bez nieoczekiwanych przygód (również ze strony skrzynek do przenoszenia zakupów) mogłem czekać na godzinę W.

Niestety, kajman w swojej rozpisce nie podał numerów peronów, na których można by się go było spodziewać. Dlatego plan działania po dotarciu na dworzec przedstawiał się następująco: rzut oka na rozkład, ustalenie, na który peron przyjeżdża jollyroger72, a na który atram842, a następnie rozejrzenie się po peronie trzecim (ewentualnie pierwszym). Nie zdążyłem jednak dotrzeć do tablicy informacyjnej – w przejściu między peronami nagle tuż przede mną wyrosły masywne sylwetki kajmana i djjacka oraz nieco mniej masywna – jollyrogera72. Zlot mogłem uznać za rozpoczęty.

Wkrótce to samo mogła powiedzieć atram842 – kiedy tylko pociąg pojawił się na peronie 3, kajman poszedł obstawiać początek składu, djjack środek, a ja z jollyrogerem72 – koniec (trochę trudniej wypatrzyć nas w tłoku, ale za to byliśmy we dwóch). Po dłuższej chwili, kiedy udało nam się w końcu poznajdywać nawzajem, już w powiększonym gronie, mogliśmy wysłuchać druzgocącej opinii kajmana na teram wyglądu dworca po remoncie („za szerokie przejścia, łatwo się zgubić”) i zastanowić się, co dalej.

Do czasu przybycia ekipy piotrkowskiej pozostało nam niecałe pół godziny, stwierdziliśmy więc, że najlepiej będzie wykorzystać ten czas na zjedzenie czegoś ciepłego. Zanim jednak przekonaliśmy się doświadczalnie, że oferta gastronomiczna w hali głównej dopiero raczkuje, a następnie przenieść się do pobliskich Złotych Tarasów, pół godziny zamieniło się w dziesięć minut. Kajman i djjack porwali czym prędzej po szybkiej ciepłej przekąsce do wzięcia na wynos i pognali im na spotkanie. atram842 nie była zwolenniczką jedzenia w pośpiechu – ze stoickim spokojem zamówiła kawałek tarty efektownie prezentującej się na ladzie, po czym zajęła miejsce przy stoliku tuż obok i przez kilkanaście minut cierpliwie czekała, aż zamówione danie zostanie podgrzany, w czym ja i jollyroger72 hojnie udzielaliśmy jej moralnego wsparcia. Tam też, przy stoliku, wypatrzyli nas Konwiccy.

Na szczęście Kertoip, doorbelll i tsch są cierpliwymi ludźmi. Kiedy po skończonym przez atram842 posiłku, trafiliśmy w końcu na siebie w znanym miejscu spotkań między peronami, powitali nas z uśmiechem, bez cienia znużenia. Teraz do kompletu brakowało nam już tylko ku3y, który jednak nie planował dojeżdżać do nas pociągiem, tylko raczej metrem, można więc było zamiast na dworcu powitać go w dogodniejszym miejscu – przy stacji metra. Co prawda chwilowo nie można się z nim było skontaktować, ale podczas podróży metrem to normalne, nie przejmowaliśmy się więc zbytnio i ruszyliśmy naprzód. Pewien problem dotyczył kwestii, kto powinien prowadzić: kierownik-kajman, czy jednak ktoś, kto zna Warszawę nie tylko z okazji zlotów, czyli ja albo tsch. Czując się zwolniony z obowiązku, kajman zatrzymał się na chwilę przy stoisku z ciasteczkami, przez co rytm marszu trochę się zaburzył. Mimo drobnych trudności udało się jednak dotrzeć na placyk przed stacją metra. Tam zajęliśmy strategiczną pozycję przed właściwymi wyjściem i czekaliśmy – tylko atram842 zajęła się akurat rozmową telefoniczną. Skończywszy oznajmiła, że dzwonił… ku3a i czeka na nas… na dworcu.

Na szczęście do czekania byliśmy już przyzwyczajeni, ku3a zaś ma długie nogi, więc zjawił się wśród nas dość szybko. Na powitanie serdecznie pogratulował nam świetnego pomysłu, po czym, skoro nikomu oprócz Kertoipa i doorbelll nie były potrzebne bilety na komunikację (jollyroger72 co prawda przebąkiwał coś o autobusie, ale w końcu dał się spacyfikować) i nie trzeba było tracić czasu na ich kupowanie, zarządził wymarsz.
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » So sty 05, 2013 2:29 am

Wybór najkrótszej trasy łączącej centrum z Myśliwiecką pozostaje problemem otwartym, z pewnością jednak ta dzisiejsza nią nie była (podobnie zresztą jak ta z maja). Obie różniły się od siebie dość znacznie – po dotarciu na plac Trzech Krzyży zamiast podążać prosto odbiliśmy ostro w lewo Książęcą, przez co w dalszej części wędrówki zamiast gmachu Sejmu mogliśmy podziwiać fontanny w parku przy ulicy Rozbrat. Po drodze atram842 chwaliła mi się ambitnymi planami podróżniczymi, djjack wypytywał, jakie to obchody mogły mi ewentualnie przeszkodzić w udziale w zlocie (taktownie jednak nie pytając, którą to okrągłą rocznicę ślubu obchodzili właśnie moi rodzice; tutaj muszę się przyznać, że niebezpieczeństwo przez cały czas było minimalne), kajman zaś napastował ku3ę, by ten zdradził mu co nieco z dzisiejszych wyników, po tym jak ten ostatni niebacznie się przyznał, że już je zna. Aby jednak nie ułatwiać kajmanowi za bardzo życia, zamiast wyrecytować wszystko hurtem, kazał się pytać po kolei o każde miejsce osobno. Nie przysłuchiwałem się im zbytnio – podekscytowanie z jakim zwykle czekam na wyniki, tym razem mącił nieco fakt, że pierwszy raz od poprzedniego zlotu nie znam jeszcze o tej porze typu wspólnego. Mimo to dotarł do mnie jęk zawodu, że happysad dopiero na 40 (a miał być pewny debiut z pominięciem), a Metallica na 9, potem zaś usłyszałem gorączkową naradę, co też mogło niespodziewanie pojawić się na miejscu 3.

Cechą jesiennych zlotów bywa szybko zapadający zmierzch. O ile więc plac Trzech Krzyży mijaliśmy jeszcze w pełnym świetle dziennym, o tyle siedziba Trójki, gdy do niej dotarliśmy, pogrążona była w mroku, a przez oszklone ściany rozświetlonego holu, sylwetka Llucky’ego była doskonale widoczna. Korzystając z jego obecności, kwestię rozmieszczenia bagażu mogliśmy rozwiązać od razu. Po raz kolejny potwierdziła się wyższość nadwozia typu kombi nad wszystkimi innymi – bez problemu udało się pomieścić wszystkie pakunki (a mówiąc bardziej precyzyjnie: prawie wszystkie, a jak wiadomo, „prawie” robi wielką różnicę).

Oprócz tej, pozostała nam do dopełnienia jeszcze jedna formalność – po raz pierwszy w historii moich pobytów w Trójce musiałem pokazać, że tak, naprawdę posiadam dowód osobisty. Strażnik uważnie obejrzał go ze wszystkich stron i zamaszystym ruchem oznaczył na kartce, której większą część uprzednio zakrył, żeby uniemożliwić mi zapamiętanie numerów dowodów innych osób, pod które mógłbym się później podszywać.

Ponieważ było dopiero kilkanaście minut po szóstej, a wpuszczenie nas do studia przed czasem nie wchodziło w grę, pozostały nam trzy kwadranse oczekiwania. Czekaliśmy z tym większą niecierpliwością, że ku3a zapowiedział niespodziankę – coś, czego jeszcze w historii zlotów nie było. konwicki1980 poświęcił ten czas na gruntowny przegląd stołecznej prasy, który utwierdził go w przekonaniu, że konkurencja pozostaje za nim daleko w tyle i zupełnie nie musi się obawiać. Llucky poruszył temat cenzurowania fotorelacji zlotowych, z którego płynnie przeszliśmy do roztrząsania subtelnych różnic między sformułowaniem „spędzić razem dwie noce” a „nocować wspólnie przez dwie doby”. Inni zajęli się żywiołowym komentowaniem efektownego zeszłotygodniowego debiutu na pierwszym miejscu, mocno okraszonym próbami wokalnymi. Wszyscy zaś zgodnie witali owacjami kolejnych przybywających: Miszona, który efektownie niemalże staranował drzwi swoim rowerem, i uzi, która co prawda nie deklarowała wcześniej swojej obecności, ale przecież zawsze jest mile widziana. Na koniec ku3a zaznaczył, że Agnieszka Łukasiewicz ma dzisiaj gorszy dzień i żeby w związku z tym nie męczyć jej zanadto swoją obecnością, po czym może nie aż tak licznie jak zwykle, ale z nawiązką nadrabiając ilość jakością, wkroczyliśmy do studia.
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » So sty 05, 2013 7:26 am

Niespodzianka rzeczywiście okazała się wyjątkowa, a był nią… sernik własnoręcznie upieczony przez Helen. Wokół jej stolika natychmiast zagęścił się tłum, który w dodatku wsparła swoją osobą sama Magda Jethon (po raz pierwszy miałem okazję zobaczyć na żywo) – za nic nie opuściłaby takiej okazji. Po chwili więc na talerzu samotnie spoczywał ostatni kawałek, którego nikt już nie miał śmiałości dotknąć, a prób z gaszeniem światła woleliśmy unikać, ponieważ mogłyby się skończyć tragicznie.

Główna atrakcja zniknęła, jednak tłok w pokoju Helen się nie zmniejszył. Co prawda ku3a stracił nieco z wcześniejszej stanowczości i przebąkiwał, że ten dzień Agnieszki Łukasiewicz nie jest znowu aż taki zły, brzmiał jednak mniej przekonująco niż wcześniej, tym bardziej że było też parę innych powodów, by tu jeszcze chwilę pozostać. Co prawda nic nie mogło równać się z sernikiem, takim na przykład wynikom bieżącego notowania też ale w ostateczności można było poświęcić odrobinę uwagi, podobnie jak trudnej kwestii zamawiania pizzy.

Ustaliliśmy, że skoro w Toruniu dla ośmiu osób wystarczyły dwie duże pizze, tutaj dla jedenastu (zwłaszcza że dwie spośród nich planowały się pojawić dopiero na deser) spokojnie wystarczą trzy, nawet jeżeli są o 10 centymetrów mniejsze. Pozostawał problem wyboru smaków. Niezwykłą pomysłowością wykazał się w tej kwestii kajman – ułożył w tym celu sprytny algorytm. Co prawda miałem w życiu do czynienia z bardzo różnorodnymi algorytmami, ale na coś takiego nie wpadłbym nigdy. Każda osoba miała przestudiować listę dostępnych smaków (tu posłużyliśmy się stroną internetową pizzerii) i wybrać trzy najbardziej jej odpowiadające, następnie tak przygotowane zestawienie miało zostać przeanalizowane pod kątem najczęstszych powtórzeń. Przez kolejne kilkanaście (a może i więcej) minut komputer Helen przeżywał prawdziwe oblężenie. Na szczęście nikt nie zapałał nagle przemożną chęcią spróbowania żadnej szczególnie egzotycznej wersji, toteż udało się wybrać dwie powtarzające się niemal u każdej osoby. Trzecią miała być oczywiście wegetariańska.

Ustaliwszy, co zamawiamy, kajman zwrócił się do wszystkich z pytaniem, kto mógłby pożyczyć mu telefon, z którego zadzwoni do pizzerii. Pytanie okazało się dużo skuteczniejsze niż wcześniejsze prośby ku3y – pokój Helen opustoszał natychmiast. Jeśli o mnie chodzi, mój opóźniony refleks jest powszechnie znany – kiedy pozostałem jedyną osobą w zasięgu wzroku kajmana, nie miałem wyjścia. Nie zjadł mojego telefonu. Przez chwilę dało się słyszeć urywki gorączkowej wymiany zdań, po czym telefon wrócił do mnie w całości, a krótkie wyjaśnienie wystarczyło, żeby kajman nauczył się, że rozmowę kończy się czerwonym przyciskiem.

Korzystając z wolnej chwili po ogarnięciu problemu zamówienia, ku3a głośno przekazał wszystkim pozdrowienia od Dekodiego. Zainspirowany tym Miszon ponownie zaangażował komputer Helen, który nie zdążył jeszcze ostygnąć po poprzednim zadaniu i sprawdził, ile jeszcze osób pozdrawia nas na forum. Podbudowany, że przynajmniej liczba obecnych duchem jest wysoka, zamknął przeglądarkę i wstał. Ponieważ jednak zamknięcie przeglądarki nie wystarczy do zakończenia sesji, kiedy po chwili zająłem jego miejsce, żeby w końcu zobaczyć i przeanalizować typ wspólny, zobaczyłem komunikat, że jestem zalogowany jako: Miszon. Z trudem powstrzymawszy pokusę pobuszowania na jego koncie, w zamian oddałem się przeliczaniu punktów w Znawcy. Widocznie jednak analizowanie wyników przy znanym typie wspólnym mam lepiej opanowane niż odwrotnie – dwa razy zaczynałem liczyć od początku, ale liczba punktów nie chciała mi się zgodzić. Nie miałem wątpliwości tylko co do jednego – mój wynik do tych lepszych nie należał. Kiedy więc po chwili kajman zapytał uprzejmie, czy jeszcze długo będę blokował komputer, bo w toku dyskusji pojawiła mu się konieczność pilnego skorzystania z archiwum, stwierdziłem, że pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć i zgodnie z wcześniejszymi namowami ku3y przeniosłem się do reżyserki.
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » So sty 05, 2013 9:07 am

Tym razem jeden z żelaznych punktów wszystkich dotychczasowych odwiedzin na Myśliwieckiej nie pojawił się w programie – jollyroger72 aż do następnego zlotu będzie pozostawał w nieświadomości co do szczegółów pracy serwisu informacyjnego. Był jednak inny punkt, którego nigdy nie pozwolilibyśmy usunąć i bez którego zlot nie byłby już tym samym. Ponieważ tym razem zaszczyt prowadzenia listy przypadł Markowi Niedźwieckiemu, czekał nas powrót do starej formuły znanej mi z debiutanckiego zlotu – każdy sam wybiera utwór do zapowiadania. Podsunięta mi przez ku3ę czysta kartka zadziałała onieśmielająco, dlatego poprosiłem o przesunięcie na koniec kolejki. Kiedy po chwili wróciła do mnie gęsto zapisana (oczywiście, gęsto w stosunku do liczebności zlotu, bo patrząc bezwzględnie, adnotacja była widoczna tylko przy co czwartej piosence) wyglądało już znacznie lepiej – bez wahania wskazałem utwór, który w kilku ostatnich głosowaniach bywał u mnie na pierwszym miejscu. Dopiero po chwili dotarło do mnie, w co się wpakowałem – nie licząc utworu grupy Hey, który debiutował tydzień wcześniej, moja pozycja miała najdłuższy tytuł ze wszystkich. W dodatku tytuł ten aż się prosił o przekręcenie – nieustannie powtarzałem sobie w myślach: „toward-S” z S na końcu, „daylight” bez S, wiedząc jednak, że cały wysiłek okaże się na nic, jeżeli w chwili próby język się omsknie i złośliwie powie akurat odwrotnie.

Zastanawiając się, czy jednak nie uznać wyższości formuły Balonika i czy ryzyko zapowiedzenia koszmaru nie jest uczciwą ceną na zmniejszenie stresu, przycupnąłem w kąciku obok Agnieszki Łukasiewicz (rzeczywiście, wyglądała, jakby miała nie najlepszy dzień – trudno uwierzyć, że to ta sama osoba, która poprzednio z uśmiechem demonstrowała swoją kolekcję opakowań cukru), obserwując, jak radzą sobie poprzedni zapowiadający. Jako pierwszy miał to za sobą konwicki1980, który wraz z żoną zapowiadał miejsce 26. Zaraz potem przycupnął koło mnie. Aby wesprzeć mnie w trudnych chwilach, zabawiał mnie monologami na temat właśnie słuchanych utworów: dzięki temu dowiedziałem się paru rzeczy o Lykke Li, zapoznałem z zarysem dyskografii Ultravox i usłyszałem ciekawą opinię o pianinku w drugiej zwrotce piosenki Andrusa. Dla uprzejmości co jakiś czas znacząco przytakiwałem.

Jako kolejny z mikrofonem poradził sobie Miszon, i to poradził nie byle jak, idealnie wpasowując się w sygnał nowości (ach, niektórzy to mają talent). Kiedy zaś tsch zapowiadając utwór zespołu ZZ Top skierował serdecznie pozdrowił wszystkich mężczyzn z zarostem, emocje sięgnęły zenitu – jeszcze tylko Dżem z piosenką o bardzo wymownym tytule (tu nie było chętnych do zapowiadania) i…

Drobny dylemat dotyczył tego, czy lepiej przeżywać te ostatnie momenty w korytarzu (stamtąd nie słychać chwili rozpoczęcia Dżemu, w której powinienem ruszyć na spotkanie z przeznaczeniem), czy może w reżyserce (tam z kolei gorsza pozycja startowa). Potem były już tylko ostatnie słowa otuchy od djjacka, jollyrogera72 i Llucky’ego, który zresztą podążył za mną, żeby sporządzać dokumentację fotograficzną – zupełnie jakbym bez tego miał za mało stresu. Na szczęście po chwili fakt jego obecności jakby uleciał z mojej świadomości i przez pozostały czas pobytu w studiu nie zwracałem na niego uwagi. Rzuciło mi się za to w oczy co innego – owa słynna czerwona lampka na mikrofonie, o której tyle razy wspominał pan Marek. Dopiero teraz, za trzecim razem, zarejestrowałem, jak to właściwie wygląda i jak działa. Cóż, w przeciwieństwie do zupełnie innej czerwonej lampki (chociaż zapalającej się w tych samych momentach) na korytarzu, którą można obserwować godzinami, tutaj na rozejrzenie się jest tylko chwila, w dodatku skrajnie niesprzyjająca. Gdybym zauważył ją wcześniej, być może podczas poprzednich zlotów wiedziałbym, kiedy za wszelką cenę uniknąć odchrząkiwania. Teraz jednak byłem na to szczególnie wyczulony – udało mi od wejścia do studia nie wydać z siebie tego dźwięku ani razu, choć pokusa była silna.

Tym razem pan Marek nawet nie próbował zmierzyć się z trudną materią wymowy naszych nicków. Każdą osobę przedstawiał z imienia, problem sfonetyzowania poszczególnych zestawów znaków pozostawiając samym zainteresowanym (skoro takie wybrali, niech mają za swoje). Cóż, zawiłości związane z moim nickiem opisywałem już parokrotnie, szczęśliwie udało mi się wybrnąć. Dzięki podsuniętej pod nos kartce z notowaniem udało mi się też nie zapomnieć liczby oczek do góry ani nie pomylić jej z liczbą tygodni. Pozostało najtrudniejsze. W takich sytuacjach myśl nie zawsze nadąża za językiem – czasem może jedynie ocenić powstałe spustoszenia. Kiedy więc doszło do oceny, stwierdziłem, że… Tak! S było tam gdzie powinno i nie było go tam, gdzie nie powinno. (Co prawda być może „the” nie zostało wypowiedziane w sposób wystarczająco angielski, ale to kwestia drugorzędna).

Jeśli chodzi o reakcję słuchaczy przed odbiornikami, tym razem żadne z rodziców nie zaspało (zresztą przypomniałem im zawczasu SMS-em), w dodatku w tym czasie przebywali akurat w gościach, przez co liczba słuchających mnie osób jeszcze się zwiększyła. Tym razem szczęścia nie mieli bracia – jeden wybierał się właśnie na festiwal filmowy, drugi, kiedy wrócił do domu i włączył radio, usłyszał sygnał serwisu informacyjnego. Obaj jednak mieli już okazję słuchać mnie poprzednim razem, więc aż tak bardzo mi ich nie żal. Wśród osób, którym udało się to po raz pierwszy, znalazł się zaś pewien mój znajomy – jak na razie jedyny, któremu się przyznałem i przede wszystkim Babcia. Poprzednio dwa razy poległa w boju: z odbiornikiem i z pewnymi utworami, których słuchanie było dla niej zbyt wielką torturą. Tym razem jednak udało się: nie tylko usłyszała mnie w całości, lecz również przesłuchała kilka utworów i wyrobiła sobie o nich zdanie. Muszę się tutaj uderzyć w piersi – nie podejrzewałem jej dotąd o tak dobry gust. Jeżeli na którymś z przyszłych zlotów przyjdzie nam jeszcze grać w 20 pytań (co jest dość wątpliwie, biorąc pod uwagę, jakie wrażenia miał podczas tej gry ku3a) i po raz kolejny padnie pytanie: „czy ten wykonawca spodobałby się mojej babci?”, odpowiedź „nie” będzie oznaczała, że jest to Artur Andrus, odpowiedź „tak” – że jest to Joe Bonamassa.
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » So sty 05, 2013 10:17 am

Punkt kulminacyjny minął, napięcie opadło, dalsza część pobytu na Myśliwieciej upłynęła pod znakiem całkowitej beztroski. Spędziłem ją głównie na korytarzu, gdzie odbierałem SMS-y od rodziny z potwierdzeniem, że tak, słuchali, Wraz z grupką innych szczęśliwców, którzy występ też mieli już za sobą, eksploatowaliśmy zainspirowany przez Niedźwiedzia nieśmiertelny wątek o genezie i właściwościach nicków. Udało mi się skłonić darka49, aby wyjawił swój sekret i przyznał się, skąd pochodzi liczba po jego imieniu (miałem na ten temat pewną teorię, która się jednak nie potwierdziła). W ten sposób, jak to się zwykle pisze w relacjach, kiedy nie ma się pomysłu, czym je wypełnić, nie wiadomo kiedy zbliżyła się 22.

Ponieważ, jak już ustaliliśmy wcześniej, cała nasza ekipa miała się pomieścić w samochodach, nie musieliśmy (z wyjątkiem Kertoipa i doorbelll, którym niebawem miał się rozpocząć koncert) śpieszyć się podczas opuszczaniu studia. Zanim więc pożegnaliśmy gościnne progi, kajman kolejny raz zrobił użytek z mojego telefonu, żeby złożyć zamówienie (poprzednio, jak się okazało, to było tylko tak wstępnie). Pizzeria zapowiedziała, że za jakiś czas oddzwoni z potwierdzeniem – stwarzało to pewne utrudnienie, zważywszy że ja i kajman mieliśmy podróżować różnymi samochodami. Po krótkim namyśle zdecydowałem nie pożyczać mu telefonu, a potwierdzenie przyjąć własnymi siłami, ewentualnie ze wsparciem moich pasażerów, należało tylko pamiętać, żeby zostawić telefon na wierzchu – wyjmowanie z kieszeni podczas jazdy to jedna z bardziej zaawansowanych ewolucji akrobatycznych, jakie znam.

Problem rozwiązał się sam. Brak pośpiechu udzielił nam się tak dalece, że gdy telefon zadzwonił, kajman był jeszcze w studiu. Zadowoleni, że problem z głowy, mogliśmy się teraz kierować w stronę wyjścia, a raczej moglibyśmy, gdyby nie jeszcze jeden szczegół.

Miszon nie zamierzał rozstawać się ze swoim rowerem, a wręcz przeciwnie – użyć go w drodze do Śródborowianki (chociaż, jak się potem okazało ku ogólnemu rozczarowaniu, nie przejechał nim całej trasy, lecz jedynie krótki odcinek z Falenicy, dokąd dotarł pociągiem). W związku z tym zwolniło się jedno miejsce w samochodach. Zaproponowałem Konwickim, czy nie chcieliby może skorzystać z sytuacji i odłożyć swój powrót do Torunia, ale uprzejmie podziękowali. Bardzo chętnie skorzystała natomiast uzi (tutaj zasługa ku3y, który wykazał się skutecznością w namawianiu), wymagało to tylko od niej telefonicznych konsultacji z rodziną, przez co wyjazd opóźnił się o kolejnych kilkanaście minut, z tym że dotyczyło to tylko ekipy z mojego samochodu – Llucky nie czuł się w obowiązku czekać i wraz ze swoją grupą pojechał przodem. Wymusiło to pewne przetasowania składów poszczególnych aut – zgodnie z zamysłem Llucky’ego do mnie skierowane miały zostać osoby, które, eufemistycznie mówiąc, łatwiej mogły się zmieścić. Teraz jednak atram842 z konieczności musiała ustąpić miejsca uzi i ku3ie, a z pierwotnie planowanego składu ostał się jedynie jollyroger72. Zamiana okazała się wybitnie niekorzystna, o czym przekonaliśmy się gdy tylko dotarliśmy na parking (po drodze na skrzyżowaniu zatrzymała nas seria czerwonych świateł – za czwartym razem ku3a stracił cierpliwość i zdecydował o włączeniu trybu „daltonizm”) – jego długie nogi z trudem mieściły się w przeznaczonej do tego przestrzeni, zwłaszcza że musiały ją dzielić z nie tak małym bagażem (jak stwierdziłem ze zgrozą, ku3a i jollyroger72 nie skorzystali w pełni z możliwości bagażnika Llucky’ego i całkiem spore pakunki zabrali ze sobą).

Zanim jednak mogliśmy w pełni rozwinąć żagle, pozostała do załatwienia jeszcze jedna formalność – opróżnienie z zapasów mojej lodówki. Tym razem odważnie zdecydowałem się poddać ocenie wzrokowej bałagan w moim mieszkaniu w zamian za pomoc w otwieraniu drzwi, bardzo cenną, gdy niesie się przed sobą dużych rozmiarów skrzynkę. Swoją pomoc zaoferował ku3a, uzi zaś zaoferowała dotrzymanie mu towarzystwa. Szli parę kroków za mną (a z powrotem, ze względu na obowiązek otwierania drzwi, przede mną), wymieniając uwagi ściszonym głosem.

Miejsce na skrzynkę było w bagażniku przygotowane, po jego otworzeniu pojawiła się jednak nieprzewidziana trudność – druga taka sama skrzynka, której tu wcześniej na pewno nie było. Widocznie jollyrogerowi72 (którego pozostawiliśmy w samochodzie w charakterze alarmu) za bardzo przeszkadzała, gdy leżała w jego nogach. Niestety, mimo kilku prób zmuszeni byliśmy przyznać, że w miejscu przygotowanym na jedną skrzynkę, w żaden sposób nie zmieszczą się dwie (nawet jeśli druga po złożeniu zajmowała mniej miejsca). Nie było wyjścia – ku3a westchnął i wcisnął nadliczbową skrzynkę między nogi, tuż obok torby, żywiąc silną nadzieję, że zdoła wytrzymać w tej skrajnie niewygodnej pozycji następne 40 minut.
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » So sty 05, 2013 3:32 pm

Podróż upłynęła nam w ciszy. Jedyną osobą wydającą z siebie w miarę regularne dźwięki była uzi, która przez większą część trasy prowadziła ożywioną rozmowę telefoniczną, zawierającą w sobie także elementy poezji („w niedzielę idę na Melę”). Widocznie wywarło to wrażenie również na moim telefonie, bo nagle zaczął mi gwałtownie wibrować w kieszeni (a przecież miałem zostawić go na wierzchu!). Wnet domyśliłem się, kto dzwoni – do Śródborowianki właśnie dowieziono pizzę i nie ma jej kto odebrać, Llucky i reszta albo jeszcze nie dojechali albo zaszyli się gdzieś w zakamarkach ośrodka, a przecież dostawcy nie mają do nich żadnego kontaktu. Zniechęceni po chwili oczekiwania na pewno zabrali zamówienie z powrotem i trzeba się będzie mocno starać, żeby je odzyskać, a w najgorszym – złożyć na nowo.

Z duszą na ramieniu pokonywaliśmy kolejne kilometry – o dziwo udało się nie zabłądzić, nawet ostatni, bardzo nieoczywisty zakręt został szczęśliwie zauważony. Dopiero gdy zaparkowaliśmy przed budynkiem, mogłem wyjąć telefon. Okazało się, że dzwonił… Llucky, który chciał mnie ostrzec przed utrudnieniami na drodze, zupełnie zresztą niepotrzebnie, ponieważ jechałem inną drogą. Pizza tymczasem dotarła szczęśliwie i już czekała na nas w dużej sali.

Zanim jednak zatopiliśmy zęby w chrupiącym cieście, pozostawała do załatwienia formalność pod tytułem przeniesienie zakupów. Tym razem byłem lepiej przygotowany niż poprzednio i miałem na podorędziu, w nogach u jollyrogera72, zestaw poręcznych skrzynek – wszyscy pokiwali głowami z wrażenia, gdy zrobiłem małe czary-mary (a może nawet crazy-mary) i wszystkie przyjęły postać rozłożoną, zdolną pomieścić całe nasze zapasy naraz. Dzięki temu zabraliśmy się ze wszystkim jednym kursem. Jedynie dla ku3a był poszkodowany – zabrakło dla niego skrzynki, w zamian podjął się przeniesienia soków. Wzbudził tym mój szczery podziw – nigdy nie sądziłem, że w dwóch rękach można pomieścić aż tyle kartonów.

Od czasów mojej ostatniej wizyty w Śródborowiance zaszły pewne daleko idące zmiany, które zresztą nie zostały jeszcze doprowadzone do końca – na dachu nad dużą salą widać było zaawansowane stadium robót budowlanych, a o jej ścianę zewnętrzną opierało się rusztowanie, uniemożliwiając korzystanie z tylnego wyjścia (jak się potem okazało, nie całkiem skutecznie). Portiernia nosiła na sobie ślady niedawnego malowania, dzięki czemu wrażenie sprawiała znacznie lepsze. Podobnie pokój na drugim piętrze, który zająłem wraz z jollyrogerem72 (później dołączył do nas ku3a) miał ściany pokryte świeżą farbą (brązową, a więc bardzo dobrze, że nie mieszkał tam kajman, bo poczułby się zdegustowany).

Kiedy już wszystkie formalności zostały odfajkowane, mogliśmy w komplecie zasiąść w dużej sali. No może prawie w komplecie, ponieważ brakowało wśród nas jeszcze Kertoipa i doorbell, ale o nich też Llucky (który wziął na siebie zadanie ich późniejszego przywiezienia i w związku z tym był z nimi w stałym kontakcie) przekazał nam dobrą wiadomość – niebawem się zjawią, bo na koncercie… gra już support. Uspokojeni mogliśmy rozkoszować się smakiem pizzy (chociaż brak kajmanowego sosu dawał się odczuć) przy akompaniamencie Miszona i tscha, którzy wspólnie odgrywali na pianinie fragmenty najnowszego przeboju Adele, wzrok zaś kierując ku niespodziance Llucky’ego. Przywiózł on ze sobą profesjonalny rzutnik, który wykorzystał teraz do prezentowania pełnej kolekcji zdjęć ze wszystkich poprzednich zlotów. Wszyscy uśmiechaliśmy się na widok wyraźnie młodszych niż dziś pionierów z pierwszego spotkania. W pełni radości przeszkadzał nam tylko drobny szczegół techniczny – otóż obrazy wyświetlały się w pełnym formacie tylko wówczas, gdy przechodzenie między nimi odbywało się ręcznie, za pomocą pilota. Włączanie trybu pokazu automatycznego powodowało, że zmieniały się w malutkie plamki gdzieś na środku planszy. Po krótkim namyśle z dwojga złego wybraliśmy możliwość pierwszą – w końcu niewielka gimnastyka palców nikomu jeszcze nie zaszkodziła i nie zmieniał tego nawet fakt, że przy niektórych zlotach rozmiar kolekcji potrafił przekroczyć 600.
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez jollyroger72 » So sty 05, 2013 4:11 pm

Wielki szacun, wwasie, że Ty jeszcze pamiętasz te wszystkie szczegóły!
wwas napisał(a):(jollyroger72 co prawda przebąkiwał coś o autobusie, ale w końcu dał się spacyfikować)

To dzięki Tobie, wwasie, uległem woli większości :)
Avatar użytkownika
jollyroger72
 
Posty: 8740
Dołączył(a): Cz lut 02, 2012 12:26 pm
Lokalizacja: Port Royal!
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 176

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » So sty 05, 2013 7:28 pm

Tym razem nie zgłosił się żaden macor70 z pomysłem na superkonkurs na początek, nie było więc wyjścia – sprawdzony sposób spędzania czasu pozostawał jeden. Na rozgrzewkę kajman próbował na migi zademonstrować drużynie, w której znalazłem się ja i atram842, utwór „A statek płynie”. Mam wrażenie, że ten tytuł kiedyś mi się obił o uszy i w trakcie coś zaczęło mi świtać. Jednak kajman, aby pokazać pierwsze ze słów, w tak sympatyczny sposób wcielił się w kota, że aż żal byłoby mu przerywać.

Co prawda tym razem kajman nie przygotował pasków z tytułami utworów do zgadywania, zdaniem Llukcy’ego nie był to jednak problem – tytuły takie można podawać o tak – tutaj wykonał gest pstryknięcia palcami (obok gwizdania jedna z tych rzeczy, których się nigdy nie nauczę). Trochę przesadził – kiedy przyjęliśmy system: każdy wymyśla hasło osobie siedzącej obok, niektórzy potrzebowali dłuższej chwili na wybór tytułu, zwłaszcza że kajman wprowadził ograniczenie – musiał się on składać z minimum trzech słów, w tym przynajmniej jednego rzeczownika.

Pierwszym utworem, który dostałem do pokazywania, dzięki inwencji jollyrogera72 było „A ja wolę moją mamę”. Ponieważ było to jeszcze przed założeniem tego wątku, zdziwiłem się, że takie piosenki też pojawiały się na liście. Pokazanie udało się stosunkowo prosto – wystarczyło parę razy kolejno przyjrzeć się prawej i lewej ręce, a następnie jedną z nich tryumfalnie podnieść. To co mogłoby sprawić problem, czyli demonstrowanie relacji rodzinnych, okazało się niepotrzebne.

W ogóle dzięki solidnemu przeszkoleniu podczas poprzednich zlotów, osiągnięty przez nas poziom był imponujący. „Do They Know It's Christmas” Miszon zdołał zgadnąć na podstawie zaimka osobowego, zanim zdążyłem się zastanowić, czy lepiej zacząć wcielać się w choinkę czy w renifera. Podobnie „In Power We Entrust the Love Advocated” (szczególnie złośliwy pomysł kajmana) ku3a odgadł po drugim słowie, nie musiałem więc wysilać się, szukając sposobu na pokazanie profesji adwokackiej. Również uzi błyskawicznie zdołała pokazać to, co wydawało się nie do pokazania, czyli zaczerpnięty z „Kopciuszka” Jana Brzechwy tytuł ostatniego przeboju Hey – kiedy tylko doszliśmy, że pierwsze, trzecie i piąte słowo są takie same, reszta poszła z górki. ku3ie zaś udało się zademonstrować „All Nightmare Long” ograniczając się do słowa „długość”, chociaż w sumie pokazanie koszmaru nie byłoby takie trudne – wystarczyłoby umiejętnie odegrać pobudkę w nocy z krzykiem, ewentualnie gest ściszania radia.

Niestety, wspomniana łatwość miała swoją drugą stronę – choć wybierałem tytuły zupełnie nie do zgadnięcia, rozpracowywano je błyskawicznie. Wystarczyło, by djjack spojrzał wymownie na zegarek i już wszyscy wiedzieli, że chodzi o „Trwaj, chwilo, trwaj”. Dla tscha wybrałem z kolei „Know Your Enemy”, w zamyśle zupełnie niemożliwe do pokazania, w praktyce tylko do chwili, gdy Krzysiek przyłożył palec do czoła – natychmiast posypała się lawina słów bliżej lub dalej kojarzących się z myśleniem, z których ostatnim było właśnie „know”, po czym wszystko było już jasne (kajman tylko musiał się upewnić, że rzeczywiście chodzi o słowo pisane K-N-O-W). Mały sukces odniosłem tylko raz – aby pokazać „Jestem z miasta” kajman musiał posłużyć się skojarzeniem alfabetycznym i naprowadzić wszystkich, że liczba 24, którą pokazuje oznacza literę Z (oszustwo!).

Sytuacja, w której pokazującemu nie udało się przedstawić piosenki, zdarzyła się tylko raz. Przez kilka minut jollyroger72 wykonywał serie czułych gestów, mocno jednocześnie kręcąc głową. Kiedy mimo wysiłków nikt nadal nie miał pojęcia, co gesty te miałyby oznaczać, poddał się. Pałeczkę przejął Llucky, po czym po kilku sekundach padła odpowiedź: „Like a Virgin”. Ktoś z boku przebąkiwał coś o tym, że tej piosenki nie było na liście, przez co nie powinna brać udziału, był jednak słabo słyszany. Zresztą nie była to jedyna taka piosenka w konkursie: poza wspomnianym przez Llucky’ego utworem o widokach podziwianych przez lusterko wsteczne, trafiło się jeszcze „Ale wkoło jest wesoło” (tutaj będę się upierał przy pisowni łącznej) i „Beds Are Burning”. Co do tej ostatniej piosenki miałem wątpliwości i przed zadaniem zapytałem jollyrogera72, czy to na pewno było na liście – potwierdził bez cienia wątpliwości.

W stosunku do poprzedniego zlotu pojawiły się dwie innowacje. Po pierwsze, po ustaleniu, że dany tytuł nie jest po polsku, nie przyjmowaliśmy już bezrefleksyjnie, że jest po angielsku, co było o tyle istotne, że pojawiały się też w grze inne języki. Kiedy więc ustaliliśmy, że mamy do czynienia z tytułem francuskojęzycznym, dojście, że chodzi o „Et si tu n’existais pas” nie wymagało już tego, co niemożliwe, czyli pokazania nieistnienia. Trochę kłopotu sprawiło nam uzgodnienie z jakiego języka pochodzi tytuł „Eli lama sabachatni”, tsch wybrnął jednak z tego znakomicie. Drugim dobrym pomysłem było ustalenie nowego gestu, którego zawsze nam brakowało, a który miał oznaczać „dzień” – należało podejść do ściany (koniecznie tej na prawo od drzwi wejściowych) i wykonać ruch zrywania kartki z kalendarza.

Po wykonaniu kilku kółek najpierw w jedną, potem w drugą stronę, układanie haseł stale dla tych samych osób stało się nudne. Dla urozmaicenia kajman zaproponował, byśmy się poprzesiadali. Mój pomysł był prostszy – wymyślać tytuły dla osób oddalonych o dwa miejsca. Co prawda też nie był pozbawiony wad – gdy ktoś z nas raz na jakiś czas na chwilę wychodził, dociekanie kto komu było utrudnione. Kiedy więc Miszon sennym głosem zadeklarował, że od teraz już nie gra, kajman nie ustąpił – stwierdził, że jak nie chce, może nie grać, ale pokazywać musi.

Nowa energia wstąpiła w Miszona dopiero, gdy między 2 a 3, po bardzo udanym koncercie, pojawili się wśród nas Kertoip z doorbell. Natychmiast pośpieszył, żeby temu pierwszemu wręczyć nagrodę specjalną w konkursie dotyczącym swojego Bezustannego Topu Wszech czasów. Niestety, moment wybrał niezbyt fortunny, ponieważ Kertoip właśnie zajęty był pokazywaniem.

Chcąc się zrewanżować za przeszkodzenie, w zamian planował wymyślić najtrudniejsze z możliwych hasło do zgadnięcia. Kiedy więc powiedziałem mu, że „Do rycerzy, do szlachty, do mieszczan” niestety już dzisiaj było, zaklął soczyście (pozwolę sobie nie zacytować), zmierzył mnie przenikliwym spojrzeniem mającym mówić: „Tak, wiem, że chcesz się w ten sposób wykpić” i zapytał z przekąsem, czy „Map of the Problematique” też może było. Nie było, ale pokazanie okazało się dużo prostsze.
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez konwicki1980 » N sty 06, 2013 1:50 pm

wwas napisał(a):Jako pierwszy miał to za sobą konwicki1980, który wraz z żoną zapowiadał miejsce 26. Zaraz potem przycupnął koło mnie. Aby wesprzeć mnie w trudnych chwilach, zabawiał mnie monologami na temat właśnie słuchanych utworów: dzięki temu dowiedziałem się paru rzeczy o Lykke Li, zapoznałem z zarysem dyskografii Ultravox i usłyszałem ciekawą opinię o pianinku w drugiej zwrotce piosenki Andrusa. Dla uprzejmości co jakiś czas znacząco przytakiwałem.

No cóż, jako że podczas pobytu na liście pokój z telefonem, gdzie zazwyczaj przebywa kajman, stanowi chyba niezbyt bezpieczne miejsce, staram się być tam jak najkrócej. A co to wymowy Twojego nicka, Wojtek, to do dziś nie wiem, jaka ona powinna być. Na szczęście nigdy nie musiałem tego nicka wymawiać jeszcze.

wwas napisał(a): Zaproponowałem Konwickim, czy nie chcieliby może skorzystać z sytuacji i odłożyć swój powrót do Torunia, ale uprzejmie podziękowali.

Przyznam, że zupełnie nie pamiętam takiej propozycji (Kasia również), ale skoro to piszesz, tak musiało być. Bez dwóch zdań. Może kiedyś będę mógł uczestniczyć w całym zlocie, na pewno gdyby był w samej Warszawie byłoby to łatwiejsze. Jak już pisałem, powrót spóźnionym pociągiem bez ogrzewania okazał się koszmarem, ale ktoś musiał wrócić, by zająć się naszymi zwierzakami.

wwas napisał(a):wzrok zaś kierując ku niespodziance Llucky’ego. Przywiózł on ze sobą profesjonalny rzutnik, który wykorzystał teraz do prezentowania pełnej kolekcji zdjęć ze wszystkich poprzednich zlotów. Wszyscy uśmiechaliśmy się na widok wyraźnie młodszych niż dziś pionierów z pierwszego spotkania. W pełni radości przeszkadzał nam tylko drobny szczegół techniczny – otóż obrazy wyświetlały się w pełnym formacie tylko wówczas, gdy przechodzenie między nimi odbywało się ręcznie, za pomocą pilota.

Czyżby ten rzutnik działał pod kontrolą Linuxa? :?: :lol:

Parę zdjęć zrobionych moją Zorką 5:
http://konwicki1980.blogspot.com/2012/1 ... sc-ii.html
W studiu chyba zapowiada mój imiennik.
Avatar użytkownika
konwicki1980
 
Posty: 2994
Dołączył(a): Cz wrz 02, 2010 7:55 pm
Lokalizacja: Toruń

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez kajman » N sty 06, 2013 2:18 pm

Jak zwykle mistrzowska relacja. :D
kajman
 
Posty: 40168
Dołączył(a): Pt wrz 22, 2006 9:00 pm
Lokalizacja: toruń

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez LLucky » N sty 06, 2013 9:57 pm

wwas napisał(a):Sytuacja, w której pokazującemu nie udało się przedstawić piosenki, zdarzyła się tylko raz. Przez kilka minut jollyroger72 wykonywał serie czułych gestów, mocno jednocześnie kręcąc głową. Kiedy mimo wysiłków nikt nadal nie miał pojęcia, co gesty te miałyby oznaczać, poddał się. Pałeczkę przejął Llucky, po czym po kilku sekundach padła odpowiedź: „Like a Virgin”. [...]
Drobne uściślenie: pałeczkę w pokazywaniu przejął ku3a, który (o ile dobrze pamiętam) zadał tę piosenkę do pokazywania jollyrogerowi, i który dość zręcznie pokazał tak niezręczne do pokazania hasło jak "dziewica". :) Ale tytuł odgadłem chyba faktycznie ja - to się zgadza.

konwicki1980 napisał(a):Czyżby ten rzutnik działał pod kontrolą Linuxa? :?: :lol:
Oj, chyba nie... :) To raczej autorski system producenta tego rzutnika i (z tego, co zdążyłem się rozeznać) to jest jedna z niewielu firm, która oferuje tak dobrą obsługę zdjęć i innych multimediów. Inne rzutniki mają tylko gorzej... :P ;)

Dzięki, wwasie, za dokonywanie rzeczy niemożliwych! :) Mam tu na myśli nie tylko fenomenalną pamięć i cięte pióro, ale także zdolność aranżowania przestrzeni swojego samochodu. ;) Muszę przyznać, że gdyby jednak ku3a pojechał w moim, to pewnie byłoby nam wszystkim wygodniej, ale zapewne nie widziałbym niczego w lusterku wstecznym. Ponieważ jednak na środkowym miejscu na tylnej kanapie znalazła się inna osoba, to widok miałem bardzo dobry i stopień zapakowania mojego samochodu uważam za optymalny.

"Let the skyfaaaallll..." ;)
LLucky
 
Posty: 3861
Dołączył(a): Wt lip 15, 2008 3:35 pm
Listy Przebojów Trójki słucham od: ?

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez ku3a » Pn sty 07, 2013 1:10 pm

LLucky napisał(a):Drobne uściślenie: pałeczkę w pokazywaniu przejął ku3a, który (o ile dobrze pamiętam) zadał tę piosenkę do pokazywania jollyrogerowi
tak, to się zgadza :-).
udało mi się już przebrnąć przez wszystkie dotychczasowe rozdziały powieści :-). fajnie sobie to wszystko przypomnieć, dzięki :-D.
ku3a
 
Posty: 18651
Dołączył(a): Cz lis 10, 2005 8:32 pm
Lokalizacja: 872, 1186

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez uzi » Pn sty 07, 2013 1:46 pm

wwas napisał(a):Jedyną osobą wydającą z siebie w miarę regularne dźwięki była uzi, która przez większą część trasy prowadziła ożywioną rozmowę telefoniczną, zawierającą w sobie także elementy poezji („w niedzielę idę na Melę”).
pamiętać że rozmawiałam przez telefon - ok, nie jest to dziwne. ale pamiętać co dokładnie mówiłam... - :o :o :o
czy Ty na pewno nie rejestrujesz zlotów jakąś ukrytą kamerką albo chociaż dyktafonem?..
Avatar użytkownika
uzi
 
Posty: 4132
Dołączył(a): Śr lip 16, 2008 11:28 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » Pn sty 07, 2013 2:09 pm

Cóż, poezję podczas rozmów telefonicznych słyszy się na tyle rzadko, że od razu zapada w pamięć :)
uzi napisał(a):czy Ty na pewno nie rejestrujesz zlotów jakąś ukrytą kamerką albo chociaż dyktafonem?..
Czyżbyś nie zauważyła tego kabelka, który wystawał z zagłówka? ;)

Może jest to pewna forma wypalenia, ale w przeciwieństwie do poprzedniego zlotu, kalambury nie działały już na mnie rozbudzająco, można nawet powiedzieć, że wręcz przeciwnie. Kiedy więc około 3 wróciłem do pokoju, z trudem utrzymywałem pod prysznicem pozycję pionową, kiedy zaś przyłożyłem głowę do poduszki, myślałem, że nie oderwę jej już nigdy.

Z poprzednich doświadczeń wiedziałem, że na zlotach zbyt długo się nie sypia, nie spodziewałem się więc zbyt owocnego spoczynku. I rzeczywiście, bladym świtem zainteresowała się mną pewna mucha, skutecznie utrudniając mi sen. Zaraz potem jollyroger72 zdradziecko włączył telewizor (nie zwróciłem wcześniej uwagi, że jest tu taki element wyposażenia). Już chciałem powiedzieć mu coś nieprzyjemnego, spojrzałem jednak na zegarek – minęło wpół do dziesiątej, czyli jednak ze spaniem nie było aż tak źle, choć wyspanym zdecydowanie bym siebie nie nazwał.

Tymczasem jollyroger72 po zakończeniu porannej toalety, opuścił pokój, łóżko ku3y (a właściwie rozkładany fotel) nie nosiło w ogóle śladów, by ktokolwiek tu dzisiaj spał – być może postanowił on solidaryzować się z Kertoipem i doorbell, którzy nie mając wykupionego pokoju, przedrzemali na kanapie w holu. W ogóle był to popularny sposób spędzania tej nocy – jak zeznała później atram842, uzi do jej pokoju także nie dotarła.

Nie wnikając zbytnio co i jak, czym prędzej wstałem, wyłączyłem telewizor, w którym tymczasem Ania Dąbrowska opowiadała o swojej nowej płycie i dołączyłem do reszty, będącej tymczasem w trakcie śniadania (kajman mocno kręcił nosem na ciemne pieczywo i dżem truskawkowy). W tym momencie uświadomiłem sobie, czego zapomniałem zabrać – swojego pięknego trójkątnego kubka. Cóż, byłem zmuszony użyć plastikowego, jeszcze z toruńskich zapasów, licząc, że nie odkształci się za bardzo i że nie poparzę sobie palców.

Tymczasem pogoda w mazowieckich lasach zrobiła się tego dnia naprawdę ponadprzeciętnie ładna. Co prawda robotnicy pracujący na dachu, którzy pozbyli się zbędnych sztuk odzieży, wydawali się zjawiskiem ekstremalnym, bez problemu jednak mogłem przez dłuższy czas przebywać na zewnątrz w samej koszuli, co pod koniec października raczej się nie zdarza. Wobec tak wspaniałych okoliczności przyrody wszyscy z entuzjazmem poparli pomysł, by konkurs djjacka rozgrywać na dworze. Równie gorące poparcie otrzymał pomysł Miszona, by urządzić mały spacer po lesie. Chcąc pogodzić te dwa pomysły, zdecydowaliśmy, żeby konkurs rozpocząć o 11:20, co dawało nam prawie godzinę na spacer. Kiedy jednak wszyscy chętni zdołali ogarnąć się po śniadaniu i zgromadzić przed wejściem, z planowanej godziny pozostało pół, z których uszczknęliśmy jeszcze parę minut, aby rozsmakować się w ciasteczkach upieczonych przez siostrę Llucky’ego oraz wsłuchać w opowieść kajmana o testowaniu normy psychicznej – chwalił się jak to w zamierzchłych czasach, gdy miał z czymś takim do czynienia, wyszło mu głębokie odchylenie we wszystkich możliwych kategoriach z wyjątkiem jednej – depresji. W czasie słuchania minął nas djjack, niosący akcesoria do konkursu. Na nasz widok popatrzył znacząco na zegarek. Cóż, z żalem podjęliśmy trudną decyzję, by spacer odłożyć na późniejszą porę, a na razie zasiąść wokół stolika, gdzie już djjack rozstawiał swój lombard i posłuchać zasad, które okazały się nad wyraz niebanalne.
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » So sty 12, 2013 1:31 am

Zaczęliśmy od podziału na cztery drużyny. Było to o tyle wygodne, że wokół stolika stały akurat cztery ławki, więc nieświadomie podzieliliśmy się już, siadając. Teraz wystarczyły dwie małe poprawki: po pierwsze, uzi szybko zmieniła miejsce, żeby być w drużynie razem z ku3ą, po drugie, ponieważ było nas dziewięcioro, po uformowaniu czterech drużyn dwuosobowych, jedna osoba pozostawała osamotniona, uzgodniliśmy więc, że jollyroger72 będzie graczem ruchomym – w każdej kolejnej turze będzie przeszkadzał innej drużynie.

Następnie djjack przedstawił punktację – każda drużyna dostała kartkę A4 zadrukowaną drobnym maczkiem – i wylosował siedem kart do pierwszej rundy, dokładnie tłumacząc, jak nazywa się każda z nich i co oznacza. Cztery z nich zawierały litery, dla których należało znaleźć zawierający je tytuł piosenki – w tej rundzie szczególną uwagę zwracały Ń oraz do wyboru jedna spośród Q, V, X, co od razu dawało ogromne szanse na znalezienie tytułu ze wszystkimi. Pozostałe trzy zawierały warunki dodatkowe (każda opatrzona mottem – wszystkie motta również były tytułami): tytuł miał składać się z czterech słów, wykonawca miał znajdować się obecnie na liście i warunek specjalny – każda drużyna miała wybrać jedną osobę, która w tej rundzie będzie myśleć samodzielnie. Sam djjack przyznał, że nie jest to najszczęśliwsza karta na pierwszą rundę, ale zdecydowaliśmy o jej pozostawieniu. Po krótkiej wymianie zdań z kajmanem, z którym byłem w drużynie, rzucił mi krótkie: „wychodzisz”. Dopiero po dwóch minutach, a więc połowie przewidzianego czasu, okazało się, że wbrew mojej interpretacji, którą zresztą podzielała większość osób z innych drużyn, nie miał na myśli, że sam się tym zajmie, a wręcz przeciwnie. Na szczęście propozycję miałem już przygotowaną i przez następne dwie minuty nie wymyśliłem żadnej lepszej. Co prawda w tytule nie było wszystkich wymaganych liter, to jednak nie udało się żadnej z drużyn, nie zgadzała się też liczba słów, ale poza tym „Nigdy więcej nie tańcz ze mną” prezentowała się całkiem przyzwoicie. Liczba punktów nie była co prawda zbyt wysoka, ale też żadna drużyna nie mogła się na razie taką pochwalić.

W kolejnych rundach działaliśmy już wspólnie: ja i kajman. Żeby nie przeszkadzać innym drużynom (albo przeciwnie) do myślenia wykorzystaliśmy trawiastą przestrzeń kawałek dalej, zresztą od zawsze najlepiej mi się myśli, gdy chodzę. Inne drużyny nie przejawiały takich chęci i swoje propozycje przygotowywały, siedząc.

Muszę przyznać, że pomoc kajmana nie zawsze wychodziła mi na dobre – w drugiej rundzie uparł się, żeby wykorzystać ponownie ten sam utwór, chociaż nie spełniał żadnego z dwóch dodatkowych warunków, ponieważ jednak szczególnie punktowane były samogłoski będące drugimi literami w wyrazie, a takich u Ani nie brakowało, liczył na dużo punktów. Przeliczył się – rzeczywiście, były punkty za samogłoskę, ale tylko jedną wybraną. W rezultacie zamiast efektownego zwycięstwa, nasza drużyna musiała zadowolić się przedostatnim miejscem.

W trzeciej rundzie z kolei należało znaleźć tytuł zawierający zwierzę i rozpoczynający się tą samą literą co wykonawca. Kajman ponownie wpadł na genialny pomysł – „Carma Chameleon” spełniało oba te warunki. Pomysł okazał się nieco mniej genialny, gdy dotarło do nas, że poprawnie tytuł ten należy pisać przez K.

Żeby jednak kajman się na mnie nie pogniewał, że tak umniejszam jego rolę w konkursie, dla równowagi napiszę, że w czwartej rundzie jego pomoc okazała się nieoceniona. Należało bowiem znaleźć utwór z lat 80. śpiewany przez jednego z wykonawców biorących udział w projekcie USA for Africa, zawierający między innymi literę F – zasugerował nieznaną mi piosenkę Michaela Jacksona, co okazało się całkiem udanym pomysłem. Lepszą propozycję przedstawiła jedynie drużyna uzi+ku3a, zgłaszając „I Still Haven’t Found What I’m Looking For”. Wydawało się, że zgarną pulę, gdy Miszon wyraził wątpliwość, czy Bono rzeczywiście brał udział w rzeczonym projekcie. uzi spojrzała na niego z pogardą, jak w ogóle śmie wątpić w jej autorytet specjalistki od wszystkiego związanego z U2. Wielu na jego miejscu straciłoby w tym momencie pewność siebie i od razu zaczęłoby przepraszać uzi. Wielu, ale nie Miszon – wyciągnął swój telefon. Zaczęło się najpierw wertowanie Wikipedii, a gdy artysta nie pojawił się na liście wykonawców, dodatkowo oglądanie teledysku, żeby ustalić, czy przypadkiem Bono nie ukrywa się gdzieś w tylnym rzędzie. Wszystko na nic – autorytet uzi legł w gruzach, a liczba punktów okazała się dużo skromniejsza.
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » So sty 12, 2013 1:40 am

W sumie w pierwszym rzucie rozegraliśmy cztery rundy. Po początkowym etapie nieśmiałości i dezorientacji, konkurs przypadł wszystkim do gustu i z chęcią nastawiliśmy się na ciąg dalszy w późniejszym terminie.

Podczas rozgrywania ostatniej rundy zobaczyliśmy zbliżające się ku nam trzy sylwetki, dwie dobrze znane, trzecią – najmniejszą – przez większość z nas widzianą dotychczas tylko na zdjęciach. Wbrew propozycji, by każda z trzech nowo przybyłych osób zasiliła jedną z drużyn, tak by powstały stabilne trzyosobowe składy, goście poprzestali na razie na roli obserwatorów, unikając nawet zbyt czułych powitań, by nie przeszkadzać podczas myślenia. Tylko ja, ponieważ moja powierzchnia trawiasta była położona po stronie, z której przyszli, dostałem od neon.ki na powitanie… gratulacje z okazji wczorajszego udanego występu na antenie (fakt, pierwszy raz udało mi się zapowiedzieć bez chrząknięcia, ale żeby od razu gratulować?).

Po zakończeniu konkursu i chwili rozmowy z nowymi gośćmi, a szczególnie najmłodszym (w momencie przyjścia pogrążony był we śnie, dopiero po pewnym czasie otworzył nieśmiało oczy i od razu skrzywił się na widok kajmana), padło pytanie, co dalej z tak miło rozpoczętym dniem. Miszon od razu przypomniał swoją propozycję spacerową. Padł też pomysł o wyjściu na obiad i po zastanowieniu, usystematyzowaniu wszystkich planów na popołudnie i policzeniu, ile czas powinien zająć który z nich, wyszło, że to właśnie powinniśmy teraz zrobić. Co prawda pozostawianie gości samych w momencie, kiedy dopiero co przybyli (w dodatku na bardzo krótko), stanowiło poważne naruszenie wszelkich zasad gościnności, jednak nie było innego wyjścia. Zadanie dotrzymania towarzystwa neon.ce, abd3mzowi i ich pociesze wziął na siebie kajman.

Z lokalem obiadowym położonym w centralnej części Otwocka większość z nas była już zaznajomiona dzięki poprzednim zlotom. Jeśli o mnie chodzi, podczas kwietniowego zrezygnowałem z wyjścia (czego potem mocno żałowałem), toteż nie znałem jeszcze trasy. Llucky polecił mi jechać za nim, co jednak nie bardzo mi odpowiadało – w takich sytuacjach na ogół jadący gubią się już po paru minutach. Co prawda Llucky twierdził, że po drodze nie ma żadnych świateł, które mogłyby nas rozdzielić, jednak i tak nie byłem przekonany. Przez kolejne pięć minut próbował mi wytłumaczyć trasę, czynił to jednak na tyle mętnie, że nadal nie wiedziałem, czy powinienem przejeżdżać przez tory, czy też nie. Moją próbę dopytania skwitował krótkim „jedź za mną”, po czym zatrzasnął drzwi samochodu.

Co prawda wbrew jego słowom, okazało się, że po drodze są światła, to jednak cudem udało mi się nie zgubić i po paru minutach parkowaliśmy już razem przed supermarketem, skąd tylko krok dzielił nas od restauracji. Po kwietniowych doświadczeniach związanych z długością realizacji zamówień, stwierdziliśmy, że czas ten można wykorzystać efektywnie na zakupy uzupełniające – potrzeba było dokupić: trochę chleba, dwa czteropaki piwa i pomidory (tych ostatnich przez jeden dzień w 10 osób zjedliśmy więcej niż w kwietniu w 30 osób w dwa dni). Najpierw ja i Llucky ruszyliśmy do mniejszego sklepiku tuż obok restauracji, kiedy jednak na stoisku z warzywami nie znaleźliśmy tam ani jednego pomidora, skierowaliśmy się do większego supermarketu. W stosunku do ilości rzeczy do kupienia był to trochę przerost formy nad treścią, Llucky jednak był dobrze obeznany z układem półek i po chwili wszystkie potrzebne produkty wylądowały w naszym koszyku. Trochę problemów mieliśmy ze znalezieniem czteropaku Warki – wszędzie porozkładane były tylko sześciopaki – jednak po chwili poszukiwań, na nierzucającej się w oczy półce, udało się takowy znaleźć – miał charakterystyczny żółty wzorek na opakowaniu.

Kiedy ustawiliśmy się w kolejce do kasy, nagle odezwały się oba nasze telefony – do mnie dzwonił ku3a, do Llucky’ego Sebastian, obaj w tej samej sprawie – kajman stwierdził, że jednak będzie potrzebny jeszcze jeden słoik dżemu. Llucky puścił się sprintem między półkami, zdążył w ostatniej chwili. Zadowoleni schowaliśmy zapasy do bagażnika i wróciliśmy do restauracji, gdzie tymczasem reszta wciąż czekała, umilając sobie czas dociekaniem, czy biała surówka jest w rzeczywistości rzepą czy selerem (djjack) lub też wesołym przekomarzaniem na temat wymowy nazw hiszpańskich potraw (uzi i ku3a).

Dopiero wieczorem okazało się, że kupiony przez nas czteropak Warki nie jest w rzeczywistości piwem, lecz radlerem – czymś, co prawdziwi piwosze mają w głębokiej pogardzie. Na szczęście jednak kajman, ku3a i Marcin Buchalski, którym przyszło się zmierzyć z tym napojem, są na tyle dobrze wychowani, a do tego mają tak perfekcyjnie wyćwiczoną mimikę, że na twarzy żadnego z nich nie dostrzegłem najmniejszego grymasu wstrętu.
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez kajman » So sty 12, 2013 10:38 pm

wwas napisał(a):1. Cztery z nich zawierały litery, dla których należało znaleźć zawierający je tytuł piosenki – w tej rundzie szczególną uwagę zwracały Ń oraz do wyboru jedna spośród Q, V, X, co od razu dawało ogromne szanse na znalezienie tytułu ze wszystkimi.
2. Dopiero wieczorem okazało się, że kupiony przez nas czteropak Warki nie jest w rzeczywistości piwem, lecz radlerem – czymś, co prawdziwi piwosze mają w głębokiej pogardzie. Na szczęście jednak kajman, ku3a i Marcin Buchalski, którym przyszło się zmierzyć z tym napojem, są na tyle dobrze wychowani, a do tego mają tak perfekcyjnie wyćwiczoną mimikę, że na twarzy żadnego z nich nie dostrzegłem najmniejszego grymasu wstrętu.
1. Szkode, że w tytule, bo w wykonawcy byłoby to banalne, przecież na liście kilka razy był Van Haleń.
2. Nie wiem jak inni, ale ja bardzo lubię experymenty piwne (chociaż wolę poza zlotem), więc radler wypiłem z przyjemnością. Swoją drogą mam problemy z liczeniem, bo nijak nie chce wyjść, że kajman, ku3a i Marcin Buchalski to cztery osoby. Wychodzi mi trzy lub pięć. A może czteropak to jak sama nazwa wskazuje zawiera trzy piwa?
kajman
 
Posty: 40168
Dołączył(a): Pt wrz 22, 2006 9:00 pm
Lokalizacja: toruń

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » N sty 13, 2013 1:20 am

kajman napisał(a):nijak nie chce wyjść, że kajman, ku3a i Marcin Buchalski to cztery osoby.
Jeden z Was musiał się zdobyć na podwójne poświęcenie.

Co prawda pierś kurczaka z serem feta, na którą zdecydowało się najwięcej osób, w tym ja, trudno nawet porównywać z pierogami w Toruniu, w sumie jednak dało się zjeść bez specjalnej przykrości. Najedzeni i z zakupami w bagażniku mogliśmy teraz nadrobić zaległości w dotrzymywaniu towarzystwa neon.ce, abd3mzowi i Tadeuszowi. Miszon po raz kolejny rzucił myśl o spacerze. Sebastian zareagował podnieceniem, kiedy jednak poczuł na sobie chłodne spojrzenie żony, zmienił zdanie, a wraz z nim większość niezdecydowanych. Miszonowi do towarzystwa pozostał jedynie Llucky. Na oddzielny spacer udał się też tsch, z tym że wybrał w tym celu inne, bardziej atrakcyjne od nas towarzystwo.

Skoro nikt z pozostałych nigdzie się nie wybierał, nic nie stało na przeszkodzie, żeby umilić sobie czas kolejną odsłoną konkursu djjacka, tym bardziej, że nie licząc organizatora było nas ośmioro (plus Tadeusz), co pozwoliło uformować cztery równoliczne drużyny. Równowaga została zaburzona po powrocie spacerowiczów, którzy zasilili dwie z drużyn (spacer tscha okazał się nieco dłuższy). Miało to szczególne znaczenie, gdy jako karta specjalna pojawiło się odrzucenie jednej osoby z każdej drużyny. Zgłosiłem wątpliwość, czy nie jest to ta sama karta, która pojawiła się w pierwsze rundzie, zostałem jednak wyprowadzony z błędu – wówczas odrzucone miały zostać wszystkie osoby oprócz jednej. Cóż, nie było różnicy w drużynach dwuosobowych, chociaż właściwie użycie liczby mnogiej jest tu nieuzasadnione: jako jedyną dotknęło to drużynę ja + jollyroger72, z drużyny neon.ka + atram842 wykluczony został… Tadeusz.

W miarę nabywania doświadczenia w kolejnych rundach zdołałem w miarę rozgryźć zasady rządzące punktacją, dzięki czemu nie musiałem po każdym pomyśle przez minutę ślęczeć nad kartką, na której była rozpisana. W efekcie znacznie ułatwiło się porównywanie różnych propozycji i rozpatrzenie większej ich liczby przed wyborem najlepszej. Rzuciła mi się w oczy pewna prawidłowość – otóż, dużo większe znaczenie niż spełnienie warunków dodatkowych miało umieszczenie w tytule jak największej liczby punktowanych liter, a więc opłacało się celować w tytuły dłuższe (nawet gdy dodatkowy warunek mówił: „dwa słowa”). W ten sposób w jednej z rund okazało się, że najlepiej punktowanym polskim utworem mającym w tytule przedmiot jest… „Not Supposed to Sing the Blues”. Dzięki punktującym U, S i P łatwo wysunąłem się na prowadzenie. Niestety, moja radość nie trwała długo. W kolejnej rundzie wśród wymaganych liter znalazło się Ź. Drużyna ku3y odsadziła konkurencję daleko, proponując „Balladę o Baronie, Niedźwiedziu i Czarnej Helenie” i zyskując dzięki temu więcej punktów niż którakolwiek drużyna w trzech dotychczasowych rundach łącznie. Konkurs można było uznać za zakończony.

Z kolejnym punktem programu musieliśmy poczekać na zwolnienie się dużej sali. Okazało się bowiem, że nie jesteśmy w ten weekend jedynym ani nawet najliczniejszym zlotem w Śródborowiance. Kiedy po pewnym czasie wieczorny chłód wygonił nas z ławek wokół stolika na zewnątrz, wchodząc minęliśmy w holu grupę kilkudziesięciu skupionych wokół telewizora. W dużej sali, kiedy znów mogliśmy ją zająć, naszym oczom ukazał się nowy rekwizyt – dużą zieloną planszę z narysowanym drzewem i przyczepionymi do niej kolorowymi karteczkami z różnymi napisami: „meet people”, „visit places”, a najczęściej: „have fun”.

Kiosk z gazetami otwarty tradycyjnie przez djjacka jak zwykle wzbudzał zainteresowanie, choć tym razem przedstawiał się nieco skromniej, nie kusił też aż takim powiewem świeżości, jak poprzednio. Dzięki temu mogłem było przestudiować spokojnie dwa czasopisma, bez wyrywania nikomu z rąk. W oczy szczególnie rzucił mi się zespół Milli Vanilli ze swoją sesją zdjęciową… w wannie i pewien zaskakująco aktualny dowcip o tematyce piłkarskiej (aż niewiarygodne, że ułożono go ponad 20 lat temu). Wnet jednak odłożyłem numer – rozpoczynał się właśnie punkt kulminacyjny zlotu.
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » So sty 19, 2013 1:31 am

Jak przekonaliśmy się podczas kwietniowego zlotu, najlepszą spośród możliwych scenerii do przeprowadzania ABC Listy programu jest niewątpliwie ognisko. Tym razem musieliśmy zadowolić się nieco gorszą (by przywołać choć trochę z tamtego nastroju, Llucky częściowo wygasił oświetlenie), za to dla odmiany nie mieliśmy najmniejszych kłopotów z nagłośnieniem.

Na wstępie djjack przypomniał stałą zasadę – nikt spośród tych, którzy nie zgłaszali, nie powinien się do tego przyznawać. Sam jednak od razu ją złamał – zdradził, że swojej propozycji nie przedstawił Tadeusz (który tymczasem, ułożony na kocyku w ostatnim rzędzie, otoczony stosem grzechotek, uważnie chłonął wrażenia muzyczne). Na szczęście był to jedyny taki przypadek, zresztą innych niechętnych do zgłaszania było niewielu – uzi po odtworzeniu trzeciego utworu uświadomiła sobie, że jej pociąg zaraz odjedzie i w towarzystwie odprowadzającego ją ku3y, po cichu, by nie przeszkadzać innym, opuściła salę.

Zasada, by zaczynać od utworów, które podczas swojej kariery na liście dotarły najniżej, po dwóch poprzednich edycjach wydawała się już czymś tak oczywistym, że nikomu nawet przez myśl nie przeszło cokolwiek w tym względzie zmieniać. Dlatego też zaszczyt zapowiadania jako pierwszy przypadł tym razem Llucky’emu, Zdradził on, że wystarczył rzut oka na listę wykonawców na C, by nie miał żadnych wątpliwości, jaką propozycję zgłosi – oczywiście, była już zajęta. Wobec tego podszedł do sprawy inaczej – ponieważ frekwencja na zlocie nie porywała, zdecydował poprawić ją, symbolicznie zapraszając jeszcze jednego forowicza – Pedro Costę.

Oczywiście, nie moglibyśmy zapomnieć o jeszcze jednym stałym elemencie zabawy – zgadywaniu, kto zgłosił dany utwór, choć trzeba przyznać, że skuteczność mieliśmy dość średnią. Tylko raz po usłyszeniu tytułu padła odpowiedź chóralna – nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, kto zgłosił cover Led Zeppelin w wykonaniu Santany i Cornella w (i nie miałbym ich nawet wówczas, gdybym nie usłyszał przypadkiem rozmowy kajmana z djjackiem podczas kwietniowego zlotu). W pozostałych przypadkach, nawet jeśli poprawne odpowiedzi w końcu się pojawiały (Kertoip, jollyroger72), zawsze brzmiały niepewnie i tonęły w wielogłosie innych. Zadanie było tym trudniejsze, że konsekwentnie unikaliśmy wykonawców zbyt oczywistych. Co prawda ci najpopularniejsi w żadnej spośród wcześniejszych edycji nie cieszyli się wzięciem choćby częściowo proporcjonalnym do swojej pozycji na LP3, tym razem jednak posunęliśmy się pod tym względem jeszcze dużo dalej. Spośród czołówki swoją obecność nieśmiało zaznaczyli jedynie The Cure zgłoszeni przez Kertoipa. Coma, Coldplay i Phil Collins będą musieli poczekać, aż po 24 zlotach rozpocznie się kolejny cykl.

Jeżeli chodzi o moją propozycję, neon.ka obstawiła mnie przy okazji The Clash (uuu, bardzo zimno…), kajman zaś – przy propozycji Miszona (dużo cieplej, nawet przez chwilę pomyślałem o tym utworze, swoją drogą byłby to ciekawy eksperyment: zgłosić piosenkę, której się wcześniej nie znało, w dodatku, sądząc po wrażeniach podczas słuchania, całkiem udany). Kiedy jednak djjack wyczytał właściwy tytuł, spojrzenia powędrowały we wszystkich możliwych kierunkach z wyjątkiem mojego, co mnie trochę rozczarowało – zwłaszcza kajman miał wszelkie podstawy, żeby trafić (potem próbował się mętnie tłumaczyć, że nie spodziewał się u mnie tak starego utworu, zupełnie jakby Clannad nie było o pięć lat wcześniejsze).

Zapowiedź udało mi się jakoś przebrnąć. Co prawda jestem pewien, że gdyby Llucky mógł, jak planował, zgłosić ten utwór, opowiedziałby na jego temat dużo więcej i dużo lepiej (na szczęście moim następnym pomysłem na literę D na pewno nie zajmę ani jemu ani nikomu innemu), udało mi się jednak wzbudzić lekki uśmiech, gdy stwierdziłem, że serial „Twin Peaks” znam świetnie, a mówiąc bardziej precyzyjnie, tytuł znam świetnie. Po tym stwierdzeniu natychmiast rozgorzała dyskusja o tym, kto zabił i od którego odcinka było to wiadomo i trwała aż do momentu, gdy do sali efektownie wkroczył Marcin Buchalski (co ciekawe też miał przygotowaną propozycję, czego nikt się nie spodziewał). To wystarczyło, żeby wytrącić mnie z rytmu – stwierdziłem, że to dobry moment, żeby zakończyć, a okoliczności w jakich usłyszałem utwór po raz pierwszy i miejsce, które zajmuje w zalążku zalążka zalążka mojego topu wszech czasów nie są przecież aż tak istotne…

Tymczasem tsch nadal nie wrócił ze swojego bardzo już przedłużonego spaceru. Na znak, że żyje raz po raz wysyłał do Miszona uspokajające SMS-y: „Będę za 10 minut”, potem „Będę za 40 minut”, w końcu „Mój pociąg (!) już jedzie”. Ostatecznie więc nie dowiedzieliśmy się, dlaczego wybrał akurat The Cars. Bardzo rozbudowaną zapowiedź, pełną wzruszeń, przedstawiła za to neon.ka – przy okazji dowiedziała się, że wspomnienie, które zawsze kojarzyło jej się z audycją z okazji pięćsetnego wydania listy w rzeczywistości pochodzi z czasów notowania tysięcznego (cóż, tylko niecałe 10 lat różnicy…). Rozbieżność udało się wychwycić, analizując okres zatrudnienia w Trójce Pawła Kostrzewy.

W momencie, gdy pozostał już tylko jeden utwór, djjack zaproponował zmianę zasad. Ponieważ nikt nie przypuszczał, że ku3a (który tymczasem, czule pożegnawszy uzi na stacji, dołączył do nas z powrotem) byłby w stanie zrezygnować z własnej propozycji, zamiast tego spróbowaliśmy zgadnąć utwór – ze skutkiem podobnie mizernym jak większość dzisiejszych prób, pomogła dopiero podpowiedź, że ten utwór spędził na liście 69 tygodni.

Na koniec, również zgodnie z tradycją djjack zaprezentował dzikie karty. Co prawda dotychczasowe zasady mówiły o jednej takiej możliwości, tym razem jednak sytuacja była szczególna – trudno byłoby zdecydować, czy odrzucić Yacy’ego czy Martyrkę. Dzięki Yacy’emu usłyszeliśmy Mirosława Czyżykiewicza – pierwszy i jedyny w tej edycji utwór polski. W przysłanej zapowiedzi wytłumaczył się, dlaczego nie Cranberries – to byłoby za proste, poza tym był pewien, że Cranberries na pewno zgłosi ktoś inny (cóż, czasami łatwo się przeliczyć…)
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » So sty 19, 2013 1:40 am

W związku ze zmniejszoną frekwencją (tym mniejszą, że pod koniec ABC opuścili nas Sebastian, neon.ka i Tadeusz) chętnych do organizowania konkursów też było mniej, ale to akurat wyszło na dobre – nie trzeba było nerwowo liczyć, ile ich jeszcze damy radę zmieścić o tak późnej porze, ani też martwić się, że niektórzy odejdą z kwitkiem, a ich liczba okazała się wystarczająca, byśmy mogli uniknąć dłuższych momentów bezczynności.

Kiedy więc wybrzmiały echa ostatniego utworu – „If I Could Turn Back Time” zgłoszone przez Martyrkę – a także wszyscy przyznali się, jakie jeszcze utwory brali pod uwagę, przyszedł czas, byśmy wreszcie poznali główny powód, dla którego Llucky zaopatrzył się w rzutnik. Okazało się, że umilenie nam czasu dawką wspomnień, a nawet gimnastyka palców były tylko celami pobocznymi. Ten właściwy ukazał się naszym oczom dopiero teraz. O ile pierwszy slajd nie zrobił na nas większego wrażenia – ot, okładka jednej z płyt Myslovitz – o tyle seria następnych, z których każdy zawierał niewielki fragment tejże okładki uzupełniony morzem czerni, mocno skłaniała do refleksji, kto z nas zdołałby odgadnąć po takim kawałku, o którą płytę chodzi.

Po tej krótkiej demonstracji mogliśmy przejść do właściwego konkursu. Cóż, o poziomie mojej wiedzy w kwestii okładek mogłem się dobitnie przekonać w kwietniu podczas ówczesnego konkursu Kertoipa, a moje postępy w tej dziedzinie były przez ostatnie pół roku nader skromne. Spośród kilkunastu przygotowanych zagadek tylko w jednej fragment wydał mi się znajomy, zanim została pokazana całość i zanim zdołał go zgadnąć Miszon ani tsch (który tymczasem w końcu pojawił się z powrotem z rozpromienioną twarzą i uskrzydlony do tego stopnia, że właściwie wszyscy inni mogli mu oddać zwycięstwo walkowerem). Niestety, nie byłem całkiem pewien (i na pewno nie pomogło mi, że była to dopiero pierwsza zagadka), powstrzymałem się więc przed zawołaniem: „Ale jestem”. Później plułem sobie w brodę – ta para pomarańczowych oczu nie mogła być przecież niczym innym. Drugiej szansy już nie dostałem – nawet te płyty, których jestem szczęśliwym posiadaczem, oglądane w małych fragmentach nic nie mówiły. Mogłem za to zapoznać się z wieloma nieznanymi mi dotąd okładkami (niektóre całkiem ładne) i podziwiać pomysłowość Llucky’ego w wyborze tych, a nie innych fragmentów (MURP jako confetti), dzięki czemu można było zwrócić uwagę na szczegóły, które zwykle umykają – okazało się na przykład, że na jednej z okładek obficie pokrytej kropkami i kreskami, jedna z kresek jest w rzeczywistości… nutą.

Po wrażeniach wzrokowych, przyszedł czas na słuchowe. Konkurs Miszona nawiązywał do jednego z jego wcześniejszych, który opierał się na miksie fragmentów linii basu z różnych utworów – było to jeszcze przed moim debiutem zlotowym i, jak stwierdziłem, odsłuchując potem ścieżkę konkursową, miałem wielkie szczęście, że udało mi się tego uniknąć. Tym razem jednak Miszon zadeklarował, że będzie dużo prościej – po pierwsze nie bas, tylko solówki gitarowe, po drugie nie trzydzieści kawałków, a jedynie dziesięć, po trzecie aż połowę z nich rozpoznała jego żona... Cóż, okazało się, że także w kwestii solówek pozostaję daleko w tyle za panią Miszonową, bo większość z nich, choć mile dla ucha, brzmiała obco – nawet jeśli którąś kiedyś słyszałem, to zupełnie nie wbiła mi się w pamięć. Były jednak dwa wyjątki. Szczególnie znajomo zabrzmiał fragment pod numerem 5. Cały czas czułem, że odpowiedź musi być tuż-tuż i zaraz przyjdzie olśnienie. Rzeczywiście przyszło, ale dopiero po odczytaniu wyników – złapałem się za głowę, nie poznać „Wilków dwóch” po dwudziestu tygodniach pobytu na Liście, to niebanalne osiągnięcie. Z numerem szóstym miałem więcej szczęścia – co prawda wybrany fragment był krótki i mało charakterystyczny, jednak „Nothing Else Matters” słyszałem w życiu tyle razy, że bez problemu dośpiewałem sobie w myślach dalej – miałem na pocieszenie przynajmniej jeden punkt i satysfakcję, że wypadłem lepiej niż kajman, który też co prawda obstawiał Metallicę, ale dla fragmentu, którym w rzeczywistości było… TSA.

Kolejny punkt programu był o tyle zaskakujący, że zupełnie nieobecny podczas kwietniowego zlotu, przynajmniej w klasycznej formie, w związku z tym w ogóle o nim nie pomyślałem, tym bardziej że sam od dłuższego już czasu nie jadam kolacji. Teraz też nie chciałem zmieniać swoich przyzwyczajeń – odsunąłem się dyskretnie w tył, obserwując tylko jak kurczą się nasze zapasy i z niepokojem zastanawiając się, czy cokolwiek zostanie na jutrzejsze śniadanie.

Po kolacji kajman spojrzał wymownie na ku3ę i ogłosił, że właśnie nadeszła odpowiednia chwila, by nadrobić to, czego zawsze na zlotach brakuje – spontaniczności i beztroskich rozmów o głupotach bez konieczności spoglądania na zegarek. To powiedziawszy, zamilkł, by nie przeszkadzać w zawiązaniu się tego typu rozmowy. Zapanowała dłuższa chwila krępującego milczenia, którą przerwał dopiero odważny głos gdzieś z tyłu i głośno rzucone hasło, przyjęte z ogólnym entuzjazmem: „Kalambury!”
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez wwas » So sty 19, 2013 1:47 am

Tym razem zadziałał u mnie mechanizm odwrotny niż na moich pierwszych dwóch zlotach. Wówczas, mimo że sypiałem raptem po 4 godziny, a często nawet mniej, bez problemu mogłem funkcjonować do późnych godzin nocnych i prawie nie czuć przy tym zmęczenia. Teraz przeciwnie – mimo pobudki niemal o 10, już w okolicach kolacji oczy zaczęły mi się kleić. Podobnie zresztą było następnego dnia – kiedy pojechałem z wizytą do Rodziców, złożyć im życzenia z okazji rocznicy ślubu, zdarzyło mi się u nich parę momentów kryzysowych. Dopiero w poniedziałek czekało mnie poranne wstawanie jak zwykle o wpół do siódmej, dzięki czemu wszystko wróciło do normy.

Nie tylko ja miałem tego typu problemy. Co prawda atram842 kilkakrotnie powtarzała wieczorem, że w ogóle nie czuje się zmęczona, co wywoływało u mnie ostry dysonans poznawczy. Jednak już Miszon, nie chcąc, by jego deklaracje o niebraniu udziału w kalamburach kajman zinterpretował tak jak wczoraj, wymknął się cichaczem z dużej sali i ułożył na kanapie w holu (nie w pokoju, gdyż, jak przykazał to w jego imieniu tsch, było na to jeszcze za wcześnie). Także sam kajman stwierdził, że tym razem bujne życie nocne przekraczałoby jego możliwości – punktualnie o północy, prosząc, byśmy nie przeszkadzali sobie w kalamburach, pożegnał się i wyszedł.

Ledwie zamknęły się za nim drzwi, poczuliśmy, jak ochota na kalambury opuszcza nas momentalnie. Przez chwilę zastanawialiśmy się co dalej, ciszę przerwał jednak tsch, pokazując na zegarku, że skoro jest już po północy, to mamy 21 października, a to oznacza, że ku3a właśnie obchodzi urodziny. Nastąpiło chóralne odśpiewanie „Sto lat”, a potem długa seria gorących życzeń, po której ku3a nie potrafił ukryć wzruszenia.

To był ostatni akcent emocjonalny tego wieczoru. Dalszą aktywność prowadziliśmy w podgrupach, jednak wkrótce nie byłem w stanie wsłuchiwać się ani w wynalazki muzyczne dumie puszczane przez jollyrogera72, ani w dyskusję na temat wybranych aspektów z historii listy, którą prowadził Llucky z djjackiem. Ustaliwszy, kto ma klucz do mojego pokoju (trochę się zaniepokoiłem, kiedy nie przyznał się ani jollyroger72, ani ku3a, po chwili jednak znalazłem go… w swojej kieszeni – na szczęście tym razem mój niezwykły talent do gubienia kluczy nie dał o sobie znać), czym prędzej poszedłem w ślady Miszona i kajmana.

Obudził mnie jollyroger72 – rzucił celną uwagę w kierunku moim i ku3y (który tej nocy spał już jak należy na swoim miejscu), że jest już wpół do dziesiątej, więc jeżeli chcemy załapać się jeszcze na śniadanie, powinniśmy się pośpieszyć. Posłuchałem i po chwili byłem już w dużej sali. Większość pozostałych już kończyła – kajman pochłaniał właśnie ostatnią kanapkę, jednocześnie, nie odwracając się, udzielał wyjaśnień Miszonowi, który podjął rozpoczęte w kwietniu przez TomaszaBr dzieło rozgryzienia zawartości czerwonego skoroszytu. Pochylał się nad kartką i co jakiś czas rzucał w stronę kajmana: 1170, 1085, ten zaś za każdym razem wyjaśniał, co to za liczba i w jaki sposób do niej doszedł.

Szczęśliwie załapałem się na ostatnie dwie kromki chleba. Z opakowania mogłem też wyskrobać resztkę sera topionego, dzięki czemu zyskałem złudne wrażenie, że chleb nie jest całkiem suchy. ku3ie, który przyszedł parę minut po mnie, zostały już tylko wafle ryżowe bez żadnych dodatków.

Niestety, po wczorajszej pięknej pogodzie nie pozostał nawet ślad – panująca wilgoć i ziąb skutecznie zniechęcały do bardziej czułych pożegnań ze śródborowskim ogrodem, nie było więc powodów do opóźniania wyjazdu. A ponieważ mniejsza frekwencja oznaczała jednocześnie mniej sprzątania w dużej sali, już po chwili byliśmy gotowi. Jeszcze tylko parę uścisków dłoni, rzucona przez kajmana data następnego zlotu (1 – 5 maja), wyrażone przez tscha przekonanie, że w kiedyś w końcu musi się pojawić trzycyfrowa liczba uczestników i…

Do zobaczenia na następnym zlocie już niebawem!
Avatar użytkownika
wwas
 
Posty: 1830
Dołączył(a): Wt paź 13, 2009 2:53 pm

Re: XIV zlot - 19-21.10.12

Postprzez jollyroger72 » So sty 19, 2013 9:19 am

Brawo, Wojtek! Podziękowania za tak szczegółową relację :D

Dodam tylko, że dla naszej czwórki (kajman, djjack, wwas i ja) zlot zakończył się przy/na dworcu Warszawa Wschodnia, dokąd podwiózł nas wwas (jeszcze raz - podziękowania za to :wink: ).
Avatar użytkownika
jollyroger72
 
Posty: 8740
Dołączył(a): Cz lut 02, 2012 12:26 pm
Lokalizacja: Port Royal!
Listy Przebojów Trójki słucham od: not. 176

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Zloty forum.lp3.pl

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości